Jak to Unia pyta Internautów o zdanie.

Na poniższej stronie pojawił się dokument dotyczący zagadnień „kopyrajtu”, na temat których Unia Europejska chciałaby poznać zdanie Internautów. Niby fajnie, gdyby nie kilka drobnych zgrzytów. Mianowicie:

  • Dokument wbrew pozorom ma bardzo istotną wagę, dotyczy bowiem regulacji kwestii mających wpływ na coś więcej niż tylko danie po łapach kilku gówniarzom piratującym porno. Hasłami „ochrony praw autorskich” skutecznie bowiem walczy się z postępem, kreatywnością i podobnymi kwestiami leżącymi u podstawy rozwoju nowoczesnego społeczeństwa. Tymczasem o obecności dokumentu można się dowiedzieć głównie z poczty pantoflowej. W lokalnych portalach informacyjnych również ani słowa na ten temat…

Czytaj dalej

Google Play – kolejne starcie

Drogi Gógólu.

Piszę „drogi”, gdyż wydaje m się, że drogo każesz sobie płacić za wszystko, również za rzeczy podobno „darmowe”, za które żądasz opłat w innej walucie niż twardy piniundz.

Jak dobrze wiesz, od czasu gdy stałeś się kolejną, obrzydliwą korporacją mającą serdecznie w dupie dobre maniery i prywatność swych użytkowników (pardon, czy czasy gdy szanowałeś te wartości w ogóle istniały?), stosunki między nami są odrobinę napięte. Nie udawaj, że nie jest ci to wiadome, oboje dobrze wiemy, że analizujesz nawet korelacje pomiędzy moim kałem, a moimi preferencjami politycznymi.

Z tego powodu, nie oczekuję od ciebie, abyś zaczął działać w sposób logiczny i rozsądny, wszak nie są to cechy pożądane przez dyktatorów. Zechciej mi jednak wyjaśnić kilka kwestii dotyczących usługi Gogol Plej, czy jak tam ostatnio nazywa się te centrum aplikacji Androida. Mianowicie:

Czytaj dalej

Chińska rewolucja w Cloudzie

Uwaga, wpis raczej dla geeków niż zwykłych użytkowników Internetu. ;]

Żyjemy w ciekawych czasach, które śmiało można nazwać przedpolem ery Cyberpunku, mrocznej rzeczywistości, w której człowiek integruje się z maszyną, żyje się szybko i krótko w rzeczywistości, która definiuje na nowo większość znanych praw, przekonań i konstrukcji społecznych.

Polegamy coraz bardziej na Internecie, spędzamy w nim wolny czas, pracujemy zarabiając nierzadko potężne pieniądze. Składujemy w nim nasze dane, powierzamy swe sekrety, dzielimy się skrawkami naszego życia. Wbrew temu co garstka niedostosowanych i zagubionych powtarza, w nadziei przekonania samych siebie o tym, że „nowe jeszcze nie nadeszło”, Internet jest jak najbardziej poważnym aspektem rzeczywistości, chwilami (przynajmniej dla niektórych) realniejszym niż życie poza nim. Tam właśnie niektórzy budują swą potęgę i rujnują życia innych, kontaktują się z najbliższymi i manipulują wrogami, tam znajdują i kryją tajemnice, które są zdolne wywołać wojnę, lub zmienić oblicze świata. Tak, Internet stał się „poważnym biznesem”.

Czytaj dalej

2012 – Tajlandia

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem.

Słówko wstępu : serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego, aby ten projekt się powiódł. Jak zwykle, gdyby nie wsparcie rodziny mieszkającej blisko i daleko (pozdrowienia dla Torunia !), byłoby dużo trudniej powiazać jakoś koniec z końcem.
Dzięki należą się jak zwykle niezastąpionym Oli i Arturowi, których wyjątkowy zapał do niesienia pomocy graniczy jedynie z ich anielską cierpliwością.
Co prawda nie skorzystaliśmy, ale również bardzo dziękujemy wszystkim mieszkańcom Stolicy, którzy byli gotowi poświęcić godziny na zaopiekowanie się niezorientowanymi w zakamarkach miasta gośćmi.

Dzięki ! Jesteście świetni !

Koniec roku to dobra pora na retrospekcję, przemyślenie kilku rzeczy, wyrobienie nowych postanowień (tak, w banałach tkwi moc). 2012 rok upłynął pod znakiem iluzji, oszukiwania się, płonnych nadziei i takich tam. Wydaje mi się, że Tajlandia idealnie wpasowuję się w ten klimat. ;)

Zatem Iluzja.

Czytaj dalej

2012 – Kambodża

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem.

Przez większość czasu nie jestem zadowolony ze swojego życia. Zbyt wielu w nim ludzi, którzy na każdym kroku przypominają mi jak niewłaściwie spędzam ten krótki czas dany mi na tej planecie, wytykają jakim jestem nieudacznikiem (najczęściej popierając to przykładami tego na co ich stać, a na co nie stać mnie), domagają się wyjaśnień dlaczego ośmielam się posiadać własne zdanie, a także naciskają na wprowadzenie w moim życiu zmian, które spowodują, że będą bardziej zadowoleni. Nie powinno zatem dziwić, że chadzam zasmucony zawodząc ich zaufanie i potrzeby w egoistycznych próbach cieszenia się rzeczywistością taką jaką chcę ją widzieć.

Jednakże czasami, bardzo rzadko, siadam za stery machiny, która potrafi otworzyć okno na niektóre momenty w przeszłości. Spoglądam na nie, drapię się w głowę i dochodzę do wniosku, że mimo bycia rozczarowaniem w oczach niemal wszystkich dookoła, jakimś dziwnym trafem mogę się jednocześnie poszczycić czymś, co jest dane rzadko komu. Mianowicie, chodzi mi o spełnianie własnych marzeń.

Każdy z nas ma lub miewał takie. Szczęśliwi będą je jeszcze posiadać. Mało kto realizuje wszystkie. Mało kto realizuje co ważniejsze. Zdarzają się, wcale często, tacy, którzy marzeń swych w ogóle nie przekuwają na rzeczywistość. Marzeń wysokiego kalibru posiadam raczej niewiele – przedkładam na nie uciechy łatwe do spełnienia. Mimo to miałem pośród tych kilku poważnych marzeń to jedno – odwiedzić kiedyś prastarą świątynię Angkor Wat.

Czytaj dalej

Google Play

Witamy użytkowniku w Google Play, głównej, oficjalnej metodzie instalowania nowych aplikacji (w tym gier) na twoim urządzeniu wyposażonym w system operacyjny Android. Przyjrzyjmy się Internetowej wersji tej usługi.

Zacznijmy od podstaw : przede wszystkim zapomnij o porządku, logicznym sortowaniu zainstalowanych aplikacji według na przykład daty, grupowaniu ich, czy ręcznym usuwaniu z listy. Tak starożytnym i bezsensownym funkcjonalnościom mówimy : DOŚĆ ! Chaos jest nowym porządkiem. All hail chaos ! All hail Google !

Czytaj dalej

Wiedza Progresywna

Syndrom „Wiedzy Progresywnej” jest cechą charakteru (stanem bycia ?), która została określona stosunkowo niedawno, choć towarzyszy człowiekowi od praktycznie pierwszych dyskusji „na poziomie.

Czym jest „Wiedza Progresywna” ? W skrócie : zupełnie mylnym przeświadczeniem, iż nasza wiedza w jakiejś dziedzinie jest dużo wyższa niż nam się to wydaje, które to przeświadczenie zdobywamy w oparciu fakt, że „coś tam wiemy” z zupełnie innego zagadnienia. Najprościej będzie to wytłumaczyć na przykładzie…

Czytaj dalej

Jest okazja do picia (Bozon Higgsa)

Dziś, czyli 4 lipca 2012 roku naukowcy CERNu ogłosili iż odnaleźli cząsteczkę, spełniającą wymagania jakie postawiono Bozonowi Higgsa. Co to znaczy ?

Ano, pozwoli to przyjąć Model Standardowy już nie jako propozycję, zbiór hipotez, ale solidną teorię popartą konkretnymi dowodami.

Co to zmieni w świecie naukowym ? Pewne ustalenia, sugestie, pomysły, wątpliwości zostaną rozwiane i odłożone na półkę z napisem „nieprawda”. W kilku sferach pojawi się porządek w miejsce chaosu. Pewne badania zostaną zarzucone a inne podjęte. Jedni naukowcy zdobędą większy prestiż, inni będą się kajać. Człowiek po raz kolejny znalazł się bliżej ogarnięcia tego całego burdelu dookoła.

Co to zmieni w życiu Kowalskiego ? Niewiele. Prawdopodobnie za kilka-naście-dziesiąt lat pojawią się wynalazki, które nie mogłyby powstać bez funkcjonalnego Modelu Standardowego. Jakieś komputery lub podobne urządzenia będą miały szansę zaistnieć…

Nauka tego rzędu jest zbyt abstrakcyjna, żeby ją sobie tak po prostu przełożyć na coś realnego, ale warto zapamiętać, że gdyby nie wysunięto kiedyś jakichś hipotez, nie poparto je dowodami i nie przekuto w teorie – dziś pewnie nie rozmawialibyśmy ze sobą za pomocą komputerów i Internetu. ;]

Tak czy inaczej, jest okazja do walnięcia browaru. Ostatnio staje się fanem stajni VAN PUR. Zdrówko !

Wyprawa

Dedykowane społeczności Wykopowego mikroblogu.

 

Człowiek przerwał opowiadanie soczystego kawału, zmarszczył brwi i powiódł wzrokiem po zebranych.

- Czy… Czy nie macie wrażenia, że… Zresztą sam nie wiem…

- Nie, zaraz, ja też to czuję – odezwał się ktoś po jego lewej stronie.

- I ja i ja – zawtórował mu ktoś inny.

- Choroba, mi też się udziela – kobiecy głos.

- Ludzie, wiecie co to znaczy ? Jesteśmy, kurwa, w powieści.

Odpowiedział mu tłum jęków i przekleństw.

- Zaraz, spokojnie, może nie jest tak źle. Siedźmy cicho na dupach i nie róbmy nic, może czytelnik się znudzi i pójdzie sobie w cholerę.

- Warto sprawdzić.

Czytaj dalej

Nie każdemu pasują buty bohatera

Koszmarnie pokłóciliśmy się z Żapką we środę. Nic dziwnego, malujemy mieszkanie, więc praktycznie co godzinę na noże idziemy ze względu na różnice w podejściu i oczekiwaniach. Wracając z Castoramy pożarliśmy się do tego stopnia, że Żapka poszła swoją drogą, ja swoją. Przechodząc koło parkingu taką scenkę zobaczyłem – babka wyciągała z samochodu niemowlę i wsadziła je do wózka. Potem sięgnęła po coś do samochodu, a wózek frrrr, odjechał.

Czytaj dalej

Proza – Wzrok

Zaczęło się niewinnie.

Pojechaliśmy z Jackiem na grzybobranie. On załatwił samochód, ja flaszkę i zagrychę. Przyjechaliśmy do lasu, zrobiliśmy flaszkę na rozgrzewkę i dawaj na grzyby. Jacek miał coś nowego na komary, jakiś ruski płyn w spraju, podobno 10x lepszy niż wszystko co jest na Deecie oparte. do dziś nie wiem jaką to miało skuteczność, bo płyn eksplodował mi w rękach gdy tylko nim potrząsnąłem.

Chmura gazu uderzyła mnie w twarz, dostała mi się do oczu, płuc. Zacząłem kaszleć, rzygać, pluć krwią.  Woda jeszcze pogorszyła ten stan. Nie mogłem złapać oddechu, nic nie widziałem. Widząc, że jest źle, Jacek wpakował mnie do samochodu i zawiózł na pogotowie. To znaczył, chciał zawieźć, bo po drodze mieliśmy wypadek. Zrobiliśmy flaszkę czystej, pamiętasz ?

Jacek jechał jak wariat, źle wyminął, wpadł w poślizg i uderzył w drzewo. Siła uderzenia rozsmarowała Jacka jak dżem. Mnie wyrzuciło przez przednią szybę.  Na szczęście straciłem przytomność. Ocknąłem się w szpitalu kilka dni później. Było źle.

Pokiereszowało mnie w wypadku tak mocno, że nikt nie zorientował się, że byłem zatruty do momentu, w którym o mały włos nie byłoby za późno. Ponieważ nikt nie wiedział co się właściwie stało próbowali mnie leczyć jak najlepiej potrafili, podając co im tylko do głowy przyszło. To, że się obudziłem nie na wiele się znało. Również nie wiedziałem czym było to ruskie gówno, które mnie tak dokumentnie załatwiło.

Przechodziłem kurację za kuracją, odtruwanie, przepłukiwanie, a nawet czyszczenie krwi. To był długi, bolesny i zły czas.

Opuściłem szpital jako cień siebie samego. Do końca życia miałem już utykać na jedną nogę, straciłem jakiś procent sprawności i co gorsza byłem ślepy jak kret. To znaczy tak powiedziałem lekarzom. Bo widzisz, chociaż moje oczy nie reagowały, widziałem wszystko. Chciałem się po prostu stamtąd wyrwać. Gdybym powiedział, że widzę, nie opuściłbym tego miejsca pewnie nigdy. A widziałem wszystko tak jak dawniej. A nawet więcej.

Zauważyłem, że cały świat jest obklejony małymi karteczkami, na których coś nabazgrano. Każdy człowiek nosił całe notatniki, można je było odnaleźć na każdym domu, każdej wystawie. Przeważnie widniały na nich napisy – polecenia. „Zapomnij”. „Zapytaj mnie o moje dzieci”. „Zainteresuj się mną”. „Nie zwracaj na mnie uwagi”. Napisy na domach były nieco inne. „Poczuj głód”. „Omijaj to miejsce”. „Tu czai się coś złego”. Niektórych napisów nie rozumiałem. Na innych widniały symbole.

Zacząłem z tego korzystać, gdy zdałem sobie sprawę, że ludzie pozwalali grzebać w notkach, którymi byli obwieszeni. Widziałem ich sekrety, największe tajemnice. Niektórym ludziom pomagałem, z sekretów innych korzystałem. Zacząłem zdobywać popularność i sławę jako ślepy doradca. Pojawiły się pieniądze. To był bardzo owocny okres. Aż w końcu postanowiłem nie tylko biernie korzystać z mojego daru.

Wyjątkowo irytował mnei mój sąsiad, który hałasował późnow nocy. Któregoś razu nie wytrzymałem i zaczepiłem go na schodach. Wywiązała się mała kłótnia, podczas której sięgnąłem po długopis, który nosiłem w kieszeni i na jednej z jego karteczek napisałem „nienawidzisz mnie”. Sąsiad w ogóle zignorował ten fakt zupełnie jakby go nie zauważył.

Rychło odgłosy hucznych zabaw jakie wyprawiał w gronie swoich znajomków zastąpiła cisza. Jeden po drugim opuścili go wszyscy. Po miesiącu nie zajrzał do niego nawet pies z kulawą nogą.

Zachęcony sukcesem zacząłem posuwać się dalej i dalej, wypisując co mi żywnie do głowy przychodziło na kartkach pokrywających świat. Efekty przechodziły najśmielsze oczekiwania. W pewnym momencie poczułem, że jestem niemalże bogiem pośród śmiertelników. Czy było inaczej ? Mogłem zmusić największego bogacza do rozdania jego majątku, lub sprawić, żeby niedojda zaczęła przyciągać wielbicieli jak lampa nocna ćmy. Kłębiło mi się wiele pomysłów w głowie. Nie wypełniłem ich jednak.

Pewnego dnia pomiędzy tłumem dostrzegłem potwora. Był wysoki, miał dobre trzy metry wysokości. Wyglądał jak ohydna karykatura człowieka skręcona z kabli, metalu, kości, plastiku, szkła. Był chudy, z olbrzymimi łapami zakończonymi ostrymi pazurami sięgającymi prawie ziemi. Stał pośród ludzi i wodził za nimi wzrokiem pustych oczodołów końskiej czaszki, która służyła mu za głowę. Mijający go przechodnie wydawali się go nie zauważać, a to za sprawą pojedynczej karteczki, którą nosił w widocznym miejscu. Napisano na niej „nie dostrzegaj”. Potwór warczał, wydawał z siebie jakieś charkoty. Wiatr świstał pomiędzy jego obnażonymi żebrami, za którymi drgały niezrozumiale mechanizmy. Ostrożnie wycofałem się stamtąd, zlany potem i pełen niedobrych przeczuć.

W zasadzie mogłem się domyślać, że musi istnieć coś, ktoś jeszcze, jakiś twórca karteczek, nadzorca całego tego systemu. Nie podejrzewałem jednak, że nie będzie on człowiekiem.

Zacząłem widzieć potwora coraz częściej. Pojawiał się w różnych miejscach miasta, zawsze sprawiając wrażenie, że czegoś szuka. Zacząłem popadać w paranoję. Którejś nocy zobaczyłem nie jednego, lecz trzy monstra patrolujące jakąś szczególnie rojną ulicę. Spanikowałem. Wyjechałem z miasta.

Osiadłem w stolicy licząc na większą anonimowość jaką zapewnia tłum. Nocami wychodziłem na dach wieżowca, w którym wynająłem mieszkanie i patrzyłem na krwiobieg miasta, jego żyły-ulice, którymi podróżowały świetliste punkty. Zastanawiałem się jakie jeszcze tajemnice są skryte przed wzrokiem tych, którzy są ślepi choć widzą. Niestety, monstra dotarły za mną również i tam.

Gdy zauważyłem jedno z nich, jak węszyło opuszczając głowę – czaszkę aż do samej ziemi, zrozumiałem, że chodziło im o mnie i o mój dar. Wiedziałem o czymś, co nie powinno nigdy zostać ujawnione. Postanowiłem się ukryć. Zerwałem moje kontakty, przestałem pracować z ludźmi. Przenosiłem się z miasta do miasta, nigdzie nie zagrzewając miejsca na długo. Ruszałem w drogę gdy moi prześladowcy trafiali na mój trop. Używałem mojego daru tylko biernie i pobieżnie, nie pozwalając sobie nawet na grzebanie w notatkach – opisach.

Pieniądze przestały płynąć potokiem, ale nie miało to aż takiego znaczenia. Wiedziałem, że gdybym trafił w szpony potworów, spotkałby mnie los gorszy od śmierci.

Mija już ósmy rok od czasu gdy rozpocząłem moje własne wygnanie. Nie sypiam dobrze. Obawiam się każdego cienia, w którym może się kryć odrażający, obcy koszmar. To, o czym marzą fantaści, potwierdzenie faktu, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, że istnieją siły większe i potężniejsze niż my przyniosło mi tylko cierpienie.

Bardzo się boję.
Bardzo…

Ja Polak

Na okazję niedawnych protestów związanych z ACTA, podczas których użyto sprytnego zabiegu określając protestujących „Internautami”, unikając przy tym określeń takich jak na przykład „obywatele”:

Kliknij, żeby powiększyć

SOPA, PIPA, ACTA i inne cholery

Przepraszam bardzo za brak jakichkolwiek aktualizacji na stronie.

Od miesięcy jestem bardzo zawalony walką z tytułowymi wynaturzeniami.

W ramach przeprosin, kilka cytatów :

Determine never to be idle. No person will have occasion to complain of the want of time who never loses any. It is wonderful how much may be done if we are always doing.
- Thomas Jefferson

Educate and inform the whole mass of the people… They are the only sure reliance for the preservation of our liberty.
- Thomas Jefferson

All tyranny needs to gain a foothold is for people of good conscience to remain silent.
- Thomas Jefferson

One man with courage is a majority.
- Thomas Jefferson

Amblypygi

http://en.wikipedia.org/wiki/Amblypygi

…to takie cholery, które wyewoluowały obok pająków, skorpionów i innych paskudztw, które dręczą nas w nocnych koszmarach. Dlaczego o tym wspominam ? Bo właśnie takiego obywatela spotkaliśmy w jednej z krypt…

Klikinj aby powiększyć

P.S. Link jest do angielskiej wikipedii, bo nasz wspomina o tym paskudztwie tylko skrótowo.

Co tam panie w Lunixach słychać…

…oj dużo.

Wpierw jednak kawałek historii.

Dawno, dawno temu kilku ludzi przeciwstawiło się ogólnie panującym trendom i zmajstrowało własną wersję komputerowego odpowiednika ludzkiego mózgu, czyli zestaw poleceń i komend, składający się na, yyyyyyyyyyyyyyyy, „program”, za pomocą którego można w zasadzie robić z komputerem wszystko czego dusza zapragnie. Uwolnili ten „program”-mózg, pozwalając, aby każdy, kto zechce zbudował sobie na jego podstawie własny system operacyjny.

„Szczęście dla wszystkich, za darmo. Chodźcie i weźcie, niech nikt nie odejdzie nie obdarowany…”. Browar dla tego, kto skojarzy ten luźno przytoczony cytat.

Na początku było trudno, ale masa zapaleńców budowała kolejne wtyczki, rozszerzenia do tego móżdżku zmieniając go w pełnoprawną konkurencję dla komercyjnych produktów…

Czytaj dalej

2011 – Sri Lanka

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem.

Przepraszam, że tak długo zajęło mi zabranie się do tego wpisu, ale zostaliśmy porwani przez Tamilskie Tygrysy i dopiero niedawno nas uwolniono. Podobno MSZ wymieniło nas oboje na flaszkę „Soplicy” i kilo kiełbasy.

A poważniej.
Wpierw chciałbym pozdrowić Rainbow Tours, biuro, z którym się udaliśmy na wypad. Wydawało nam się, że nie można upaść niżej niż Alfa Star, które całkowicie pogrążyło nasz Egipt, ale jednak było to możliwe. Organizacyjnie ta wycieczka była dnem, a to za sprawą przewodniczki, która bardziej sprawdzałaby się w roli poganiacza bydła. Również 11 godzinny lot w Boeingu 737 model 800 bez wyżywienia czy choćby szklanki wody należy do niezapomnianych zdarzeń.

W zupełnie odmienny sposób chciałbym podziękować całej wycieczce, z która mieliśmy przyjemność podróżować. Chociaż zdarzały się napięcia, nigdy wcześniej nie zdarzyło nam się zetknąć z taką masą tak ciekawych ludzi. Mimo tego, że większość z nich rekrutowała się z poziomu „high class” nikt nie pysznił się swoimi pieniędzmi czy osiągnięciami. Przeciwnie, zdarzało się wiele przypadków bezinteresownej współpracy, solidarności, wielkoduszności, dzielenia się z biednymi ludźmi choćby czymś do jedzenia. Żadnych akcji a’la Indyjskie „spier*alaj żebraku, jam jest Turystą !”.

Specjalne podziękowania należą się również Oli i Arturowi z Warszawy. To już rok od czasu pamiętnego spotkania, a mimo to rzucili co tam mieli do roboty, aby choć na godzinkę spotkać się ze znajomkami z zapyziałej prowincji, ugościć po ciężkiej podróży, pomóc w dotarciu na dworzec.
Jednak nawet w stolicy – wydawałoby się wylęgarni trudnych przypadków – zdarzają się ludzie o wysokiej kulturze osobistej.

Dzięki !!!

A teraz do rzeczy.
Jeśli zderzenie z Indiami przyrównać do uderzenia młotkiem w głowę, wówczas Sri Lanka była bezpośrednim pizgnięciem młota do wbijania pali mostowych prosto w obnażony mózg. Właściwie wciąż jeszcze przetwarzam zgromadzone dane i informacje nie mogąc sobie ich właściwie poukładać. Dlatego też zamieszczam głównie zdjęcia – jeśli przyjdzie mi do głowy coś mądrego co mógłbym napisać więcej, na pewno to uczynię.

Czytaj dalej

Rok 2012

Zbliża się rok 2012.

Co z tego wynika dla tego ślicznego kraju nad Wisłą ? Przykro mi to pisać, ale nic dobrego. Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że ci wszyscy Majowie i inni futuryści myśleli akurat o moim kraju gdy kombinowali swoje wizje, ale jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności trafili w dziesiątkę.

W roku 2012 czeka nas więc…

Czytaj dalej

Turystyka zorganizowana

> Kiedy ty jedziesz i gdzie przede wszystkim i czemu ja o tym nic nie wiem?

Temat wygląda tak :
Sri Lanka.

Historia jest jak z filmów Barei. Najpierw mieliśmy jechać Syria-Liban-Jordania. Wiesz, Mauzoleum Saladyna, gaje cedrowe Libanu, Petra, te klimaty. Niestety, w Syrii zapanowała epidemia ołowicy, dużo ludzi się pochorowało, głównie lokalnych, którzy się po ulicach dużo szwendali i krzyczeli, ale strzeżonego… Więc biuro odwołało wycieczkę ze 100% kasy.

No to dawaj, szukamy alternatyw. I łup ! Dziwnym trafem okazało się, że Sri Lanka tania jakoś – 2 tygodnie odpoczynek+objazd mniej więcej pokrywa się z ceną tej poprzedniej wycieczki.

Jaja, bo niedawno Żapka mówiła, że chciałaby kiedyś zobaczyć pola herbaciane. W Nepalu i Indiach mieliśmy przedsmak troszkę, ale mało. Zatem Sri Lanka.

I teraz się zaczyna…

Czytaj dalej

Tło – Podróże w czasie

Scenariusze podróży w czasie.

Nasze, ludzkie pojmowanie czasu jest zasadniczo błędne. Czymkolwiek jest to zjawisko, nie ma ono charakteru pojedynczej linii prowadzącej od „było” poprzez „jest” ku „będzie”. Najprawdopodobniej przypomina ono bardziej ocean, po którym można się poruszać w różnych kierunkach, a który zmienia się nie pozostając na długo takim samym. Jedynie nasza ograniczona, podyktowana Paradygmatem percepcja każe nam postrzegać czas takim jakim się wydaje.

Czytaj dalej

Ayreon (Multimedia)

Ayreon to historia sama w sobie.

Taki jeden Szwed, Norweg czy inny wiking Holender (cholera, co jest z tymi Holendrami, niby tacy ni ten tego teges, a pół świata zawojowali, wszędzie mieli swój wkład, leją się nieźle, pomysłowi i w ogóle…) siedzący w heavy metalowych klimatach, ale z zacięciem do klasyki wpadł kiedyś na pomysł nietypowego projektu : rozesłał do muzyków różnej maści ogłoszenie, w którym zaproponował współpracę. Zgłosiło się do niego kilkanaście-dziesiąt osób, wokalistów, muzyków, z którymi to związał grupę Ayreon.

Wspólnie stworzyli kilka albumów – sag (ach, ci Wikingowie) luźno powiązanych ze sobą „scenariuszem” opowiadających o… A cholera go wie czym. Śpiew traktuję jako kolejny instrument, rzadko kiedy wsłuchuję się w słowa czy szukam tekstów piosenek. W każdym razie projekt powstał, nagrano trochę albumów.

Muzyka Ayreonu w swoim czasie była nietypowym powiązaniem różnych gatunków, obecnie często spotykanym i uprawianym tu i ówdzie pod szyldami „klasycznego metalu”, czy „symfonicznego” albo jakiegoś tam innego. Metki metkami, posłuchać warto :

Czytaj dalej

Niestałość

Hałas burzy przypominający zmagania gniewnych bogów budzi mnie w okolicach czwartej nad ranem. Jest gorąco i parno, trudno oddychać. Śpi się źle nawet nago.

Budzik po 7ej przypomina, że trzeba iść do roboty. Jest zimno, wilgotno, wieje wiatr. Długie spodnie, koszulka termoaktywna z długim rękawem, zwykła koszulka i przeciwdeszczowa „szwedka” ledwie chronią przed pogodą.

Koło jedenastej zaczyna się robić gorąco. Bardzo gorąco. Wracam na chałupę po dwunastej. Pote leje się ze mnie strugami, słońce, pasukdne i ostre, zmusza do mrużenia oczu.

Na chałupie ledwo można wytrzymać. Siedząc w samych majtach pocę się jak świnia. Trudno mysleć, trudno pracować kreatywnie. Dobrze, że w domu, w robocie bym nie wytrzymał.

Koło 21ej wychodzę po Żapkę. Jest ciemno i bardzo ciepło. Nawet najmniejsza bryza nie zakłóca wieczornej ciszy.

Czytaj dalej

O nadmiarze słów kilka

Mam 16 adresów e-mail. Założyłem 17 kont na internetowych komunikatorach. Zapisałem się w 8 portalach społecznościowych. Jestem zarejestrowany w blisko 60ciu usługach udostępniania i prezentacji danych. Mam chyba 6 stron www. For, do których dołączyłem nie jestem w stanie policzyć.

Tymczasem moja działalność polegająca na ekspresji jest znikoma. Za dużo czasu schodzi mi na konfigurowanie tego wszystkiego, uczenie się filozofii działania, poszukiwania rozwiązań problemów jakie pojawiają się w trakcie użytkowania.

Czytaj dalej

Dubstep (Multimedia)

Podobnie jak na temat wszystkiego na świecie mam swoje zdanie odnośnie współczesnej muzyki elektronicznej.

Dawno już odeszły czasy Jarre’a czy wynalazków w rodzaju Italo Disco, które aspirowały do miana prawdziwych utworów muzycznych. 99% tego co się ostatnimi czasy w tym sektorze dzieje to (i tu wkracza moja teoria) stworzony przy pomocy imponującego oprogramowania akompaniament pod zażywanie konkretnych substancji odurzających, w rytm których można wyprawiać różne wygibasy. :)

Ostatnio zafascynował mnie Dubstep. Podziwiam ludzi, którzy mogą go słuchać bez bólu głowy. Postawiłbym dobre piwo za szansę wejścia do głowy fana dubstepu i przyjrzenia się jego procesom myślowym. Biorąc pod uwagę co się w moim łbie dzieje po godzince słuchania takich kawałków – prawdziwy fan to chyba jakiś transformator Tesli w ludzkim opakowaniu…

Czytaj dalej

2010 – Nepal

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem.

Ha. Nepal !

Wiem jak to brzmi, ale trafiliśmy tam nie planując tego pierwotnie. Jak już wspominałem, wyprawa do Indii była owocem kilku ładnych latek zbierania funduszy i planowania. W momencie gdy zdecydowaliśmy się, że to „już teraz”, okazało się, że ceny po raz kolejny fiknęły kozła i nie tylko uzbieraliśmy wystarczająco dużo, aby zrealizować nasze marzenie, ale możemy zastanowić się nad alternatywami. Tak powstał projekt Indie-Nepal.

Dlaczego więc rozbijam znowu wszystko na dwa wpisy podobnie jak Egipt i Izrael ? Ponownie : ze względu na różnice i fakt, że spędziliśmy w jednym i drugim miejscu praktycznie tyle samo czasu, a co za tym idzie dostarczyło nam to podobną dawkę doświadczeń.

O Nepalu wiedzieliśmy niewiele. W zasadzie to nic poza tym gdzie leży i że jest ojczyzną prawdopodobnie najtwardszych żołnierzy jakich nosiła ziemia od czasów Spartan, czyli Gurkhów.

Nie do wiary : Nie tak dawno temu na indyjski pociąg napadła banda oprychów – dżunglowych ni to rebeliantów, ni to zwykłych rzezimieszków. Tak się zdarzyło, że między pasażerami znajdował się Gurkha. Póki bandziory grabili bagaże podróżnych, siedział cicho na czterech literach jak zresztą każdy rozsądny facet w obliczu przeważających sił wroga. Kiedy jednak łupieżcy postanowili zabrać się za jakąś młodą Hinduskę, Gurkha się wkurzył, wyciągnął swój wierny nóż i zaczął nim wymachiwać. Skracając opowieść – pociął bandę na plasterki sam odnosząc niewielkie rany. Morał ? Ostrożnie z wkurzaniem małych, uśmiechniętych Azjatów noszących wielgachne i ciężkie noże.

Czytaj dalej

2010 – Indie

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem.

Każda rzecz posiada wiele oblicz. Między innymi pamięć. Jest pamięć absolutna, jest dziurawa. Jest pamięć sytuacyjna, jest pamięć gatunkowa. Jest pamięć do liczb i pamięć do rzeczy, które się jeszcze nie wydarzyły.

Akurat ja mam taką dziwną pamięć, która pomija rzeczy, których nie uznaję za doniosłe, ważne, istotne. Z tego też powodu mam mętne wspomnienia ze zwykłych dni. Z kolei wycieczki pamiętam naprawdę nieźle. Wiem jak w Side iść z hotelu do apteki. Pamiętam jakie perfumy stały obok siebie w sklepiku w bocznej uliczce Hurghady. Kojarzę drogę, którą trzeba podążać w Jerozolimie aby trafić do tego maleńkiego ogródka oliwnego.

I pamiętam Indie. W moich wspomnieniach są właśnie takie :

Czytaj dalej

Laibach (Multimedia)

Wpierw mała informacja.

LAIBACH nie jest zespołem muzycznym.

Ta grupa to artyści, propagatorzy pewnych idei stawnowiący najbardziej rozpoznawalny w świecie element ruchu Neue Slowenische Kunst (NSK). Ci artyści wykorzystują muzykę jako medium do prezentacji swych poglądów – kolejne ich dzieła są bardziej manifestami niż utworami przeznaczonymi dla mas.

Historia LAIBACH jest długa i ciekawa, pełna nieporozumień, trudów i gniewu. Podczas swej kilkudziesięcioletniej działalności – z racji używanej stylistyki, postawy i treści – byli posądzani o przynależność bądź sympatyzowanie z niemal każdym negatywnym ruchem bądź organizacjami, od totalitaryzmu po satanizm. Wszystkie te próby określenia były jedynie pomówieniami wynikłymi z niezrozumienia lub błędów percepcji obserwatorów, którzy woleli zaufać swoim własnym ograniczeniom niż rzeczywistości.

Na szczęście, prócz przeciwników zespół posiadał również swoje grupy zwolenników i sympatyków. Niejedna popularna grupa muzyczna przyznaje się do fascynacji lub wzorowania na stylu tej ekipy. Jest to długodystansowa salwa, ale można próbować doszukiwać się wpływu LAIBACH na korzenie współczesnej, ciężkiej muzyki industrialnej.  W szczególności jest to łatwo zauważalne w nurcie Neue Deutsche Härte rozpropagowanym przez RAMMSTEIN.

Fascynacja działała jednak w obie strony – LAIBACH często sięgał po twórczość innych wykonawców przerabiając ją na swą własną, charakterystyczną modłę co owocowało nierzadko utworami daleko lepszymi od oryginału. Gdyby porządnie policzyć dorobek zespołu, okazałoby się pewnie, że co najmniej 1/3 to covery innych zespołów. Plagiat ? Niska kreatywność ? Niech każdy sam osądzi – biorąc pod uwagę powyższe zastrzeżenia co do charakteru grupy.

Osobiście uważam, że muzykę właśnie tej grupy chciałbym mieć ze sobą gdybym kiedykolwiek wylądował na bezludnej wyspie, niezależnie od tego czy mowa o jej oryginalnych kawałkach, czy przeróbkach.

Mamy rok 2011. W cywilizowanym świecie mało która rzecz pozostała niezmieniona od czasu gdy LAIBACH po raz pierwszy wyszedł do publiczności. Zmienił się zapewne również odbiór samej kapeli. Ekipa rzadko bywa odbierana negatywnie (chyba, że mowa o ludziach, kŧórzy za każdym drzewem widzą diabła). Jej twórczość jak była niszowa, tak niszowa pozostała nigdy nie trafiając do głównego nurtu muzyki. Czy to porażka ? Zależy jakie są oczekiwania i cele.

Marketingowo można powiedzieć, że grupa nie sprawdziła się – przez cały okres swojego istnienia nie „zarobiła” tyle co popularna wakacyjna piosenka w jeden sezon. Ideowo – LAIBACH zdobył status supergwiazdy. Opierając się nawałnicom i burzom, negatywnej krytyce i przeszkodom natury prawnej przetrwali, nie pochylając karku, robiąc to co uważali za słuszne.

Kto z nas może to samo powiedzieć o sobie ?

Czytaj dalej

Minecraft

Dziś rano otrzymałem niespodziewaną informację.

Skontaktował się ze mną pewien facet z Mojangu (dystrybutor i opiekun MINECRAFTA) twierdząc, że wygrałem darmową kopię tej rewelacyjnej gry. Nie przewidywałem już nigdy żadnej wygranej w czymkolwiek aż do śmierci więc długo się nie mogłem pozbierać z zaskoczenia. Najwyraźniej bessa się kończy i kto wie, może coś jeszcze miłego mnie spotka. :)

W każdym razie… Gdy tylko ogarnę rzeczy dookoła siebie, przystępuję do pracy nad projektem, który luźno pętał mi się od dawna po głowie : odwzorowanie w Minecrafcie jednej z najwspanialszych budowli świata – Pałacu Sowietów.

Czytaj dalej

Sztuka podejmowania wyborów

Nie. Nie o TE wybory mi chodzi, chociaż przy ich okazji tez występuje problem będący meritum tego wpisu. Chodzi mi o sztukę podejmowania wyborów.

Wybory to życie. Człowiek każdego dnia mierzy, waży, ocenia, prognozuje, przewiduje, zakłada nie myśląc o tym zbyt wiele. Wydawać by się więc mogło, że nie powinno to nikomu sprawiać problemu.

Mi sprawia. Nie dlatego, że nie potrafię czy nie chcę, lecz dlatego iż mnie to nie bawi.

Czytaj dalej

2009 – Hiszpania

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem

Ten wypad był trochę z głupia frant. Nie planowaliśmy go w ogóle. Zbieraliśmy przecież na konkretniejszą podróż. Niespodziewanie pojawiła się jednak szansa na dofinansowanie. Skorzystaliśmy i tak znaleźliśmy się w Hiszpanii.

Hiszpanii, ale nie Hiszpanii. Wyjechaliśmy do regionu znanego jako Katalonia. Wiadomo jak to jest. Dla kogoś z zewnątrz kraj może się wydawać jedna niepodzielną całością, a tak naprawdę nawet malutkie obszarowo państwa są w gruncie rzeczy skupiskiem często skrajnie od siebie odmiennych landów-krain-światów.

Tak też jest i z Katalonią, która dla Hiszpanii jest czymś w rodzaju Kaszub lub Śląska. Z tym, że u nas nie ma aż takich animozji pomiędzy tymi krainami a resztą Polski.

Katalonia dostaje od Hiszpanii ostro po dupie. Ba, często gęsto można napotkać na rysunek przedstawiający osiołka (zwierzątko będące „ikoną” Katalonii), posuwane przez Hiszpańskiego byczka. Jak miło.

Czytaj dalej

2008 – Tunezja

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem

 W 2008 postanowiliśmy ziścić wreszcie wielkie marzenie Żapki : wyjazd do Indii. Przeanalizowaliśmy swoje zdolności finansowe i po naradzie doszliśmy do wspólnego wniosku : nie da się od razu. Ustaliliśmy więc, że do czasu uzbierania pełnej sumy pojeździmy sobie na jakieś taniutkie wycieczki, przyoszczędzimy…

Wybraliśmy Tunezję. 2 tygodniowa wycieczka kosztowała jakieś 3-5 stów mniej niż wydalibyśmy na 7 dniowy odpoczynek na naszym wybrzeżu. No cóż. Polska to kraj paradoksów produkujący ludzi odpornych na brak logiki, potrafiących wzruszyć ramionami i przejść do porządku dziennego w zetknięciu z najdziwniejszymi sytuacjami.

Ale ja nie o tym, tylko o Tunezji…

Była dostępna objazdówka, ale nie skorzystaliśmy. Tunezja jest malutkim krajem o ledwie kilkunastu punktach, które naprawdę warto odwiedzić – oczywiście mówię to z własnego punktu widzenia, dalekiego od obiektywizmu.

Czytaj dalej

My, wycieczkowicze

Ten tekst początkowo znajdował się w innym wpisie, ale przerzuciłem go tutaj.

Kto wyjeżdża na wycieczki ? Pokuszę się o stworzenie małej, subiektywnej listy… Nie będzie ona kompletne, broń Boże, ani nawet całkowicie precyzyjna. Dobrze ją potraktować z przymrużeniem oka. Albo i nie.

A zatem do dzieła. Oto negatywy.

  • VIP”. Święcie przekonany, że jego pieniądze zapewniają mu miejsce co najmniej w boskim panteonie. Nie obowiązują go zasady savoire-vivre, szacunek wobec ludzi to dla niego puste słowo.
    Wszyscy powinni mu usługiwać, skakać koło niego, odgadywać jego marzenia w lot. Nie ma znaczenia, że w te same miejsca przyjeżdżają bogacze z Japonii czy Niemiec, którzy potrafią zostawić 10x tyle pieniędzy z czego połowę w napiwkach. To właśnie VIPa powinno się traktować lepiej, ba, prezydent danego kraju powinien się osobiście stawić na lotnisku i paść takiemu do kolan. Jeżeli te żądanie nie zostanie spełnione, VIP obraża się (ma to miejsce zazwyczaj kwadrans po postawieniu stopy na obcej ziemi) i do końca wycieczki uprzykrza wszystkim życie marudząc, narzekając i okazując swe niezadowolenie.
    Do czasu, aż ktoś zada mu pytanie „po coś tutaj, bucu, w ogóle przyjechał ?”
    Czytaj dalej

Największy błąd SEO

Pozycjonowanie treści w Internecie to obecnie sztuka. Wiadomo, każdy chce być jak najwyżej w „Guglach”. Na ten temat pisze się całe elaboraty,zakłada fora, wykupuje specjalne usługi, stawia serwery. Dosłownie wojna.

Większość rad podawanych przez mądre głowy to obrazowo mówiąc „sranie w banie”. Nic tak nie poprawia wartości serwisu jak częste umieszczanie dobrych treści, aktualizacje, duża odwiedzalność, powiązania, dbanie o brak „syfu”.

I tu dochodzimy do pewnej ciekawostki. „Syf”. To słowo można rozumieć na wiele sposobów – na przykład mogą to być treści wulgarne, skrajna pornografia, błędy struktury strony itp.

Mogą to też być treści uznawane za niewłaściwe. Przez kogo ? Na przykład przez Google.

Taki przykład :

Czytaj dalej

Tło – Labirynt

LABIRYNT

traktat o historii stworzenia, Bogu, Człowieku i Błądzeniu po Labiryncie
 

„Piłat odezwał się po grecku :
– Więc to ty zamierzałeś zburzyć świątynię i nawoływałeś do tego lud ?
Aresztowany znowu się ożywił, jego oczy nie wyrażały już strachu, zaczął mówić po grecku :
– Czło… – przerażenie błysnęło w jego oczach, zrozumiał, że omal się nie przejęzyczył. – Ja, hegemonie, nigdy w życiu nie miałem zamiaru burzyć świątyni i nikogo nie namawiałem do tak nonsensownego uczynku. Zdziwienie odmalowało się na twarzy sekretarza, który pochylony nad niziutkim stołem spisywał zeznania. Uniósł głowę, ale natychmiast znów ją pochylił nad pergaminem.
– Wielka ilość rozmaitych ludzi schodzi się do tego miasta na święto. Są wśród nich magowie, astrologowie, wróżbici i mordercy – monotonnie mówił procurator – niekiedy zdarzają się także kłamcy. Ty, na przykład, jesteś kłamcą. Zapisano tu wyraźnie – podburzałeś do zniszczenia świątyni. Tak zaświadczyli ludzie.
– Ci dobrzy ludzie – zaczął mówić więzień i spiesznie dodawszy : – hegemonie – ciągnął : – niczego nie studiowali i wszystko, co mówiłem, poprzekręcali. W ogóle zaczynam się obawiać, że te nieporozumienia będą trwały jeszcze bardzo, bardzo długo. A wszystko dlatego, że on niedokładnie zapisuje to, co mówię.”
‐ Michaił Bułhakow „Mistrz i Małgorzata”

„My ludzie jesteśmy tworami ciała i krwi. Rodzimy się, dorastamy, starzejemy i umieramy. Obdarzeni różnymi charakterami, wadami i zaletami podążamy przez życie gromadząc doświadczenie, rozpraszające się wraz ze śmiercią, bramą, za którą istnieje tylko pustka i cisza. Nie posiadamy zasadniczej kontroli nad naszym otoczeniem i przyszłością. Możemy jedynie próbować wykuwać nasz byt z elementów jakie podaje nam ślepy los, w nadziei, że może uda nam się osiągnąć spokój i godziwie przeżyć dany nam czas…

Wygodna filozofia, nieprawdaż ? Ludzkość zna ich wiele, jedne ubrane w piękne, natchnione słowa, inne wykrzyczane w asyście steków przekleństw. Wszystkie mają wspólną cechę : są fałszywe. Chociaż rządzi się prostymi zasadami sprowadzającymi się do akcji i reakcji, świat jest dużo bardziej złożony niż się to może wydawać. Kim w nim jesteśmy, dokąd zmierzamy, w jakim celu i po co to wszystko ? Nikt tego nie wie na pewno, niezależnie od tego co głosi banda głupców, szaleńców i manipulatorów uzurpujących sobie prawo do monopolu na rozum.

Prawda jest dobrze ukryta. Z każdej strony okrywa ją Iluzja, filtr, który pozwala nam zachować zdrowe zmysły, pogodzić się jakoś z brakiem stałych i pewników, znaleźć swoją przystań pośród szalejących fal oceanu chaosu. Niestety, jest to pancerz, który chroniąc jednocześnie skutecznie skrywa przed nami bezmiary boskości nie pozwalając nam wzrosnąć zbyt wysoko ponad poziom dzikich, zwierzęcych bestii.

Jeszcze całkiem niedawno realność otaczającej nas „rzeczywistości” leżała poza wszelkimi pytaniami i nie istniały powody, aby poddawać ją w wątpliwość. Coś się jednak zmieniło. W wyniku jakiegoś nieokreślonego wydarzenia na trwałych i solidnych murach Iluzji pojawiły się rysy. Gdzieniegdzie pęknięcia drążone przez ciekawskie umysły przemieniły się w wyrwy, spoglądając w które obserwatorzy dostrzegli stopnie prowadzące wprost w czeluście czegoś, co nazwano Labiryntem.

Labirynt jest drogą wijącą się między światami. Przybiera różną postać, rzadko kiedy czysto materialną. Można go odnaleźć w prastarych księgach, można w niego zstąpić w starożytnych katakumbach. Zdarza się odnaleźć go w słowach mędrca i bełkocie narkomana. Daje się odczuwać w zmianach pogody i ruchach giełdowych. Jest rozległy i jak na razie nie spenetrowany.

Ci, którzy poruszają się po nim dostatecznie długo płacą za to wysoką cenę. Im bliżej Prawdy, którą skrywa, tym mniej jest w poszukiwaczu z człowieka, który przekroczył próg wejścia. Zmienia się jego percepcja, sposób myślenia, marzenia, czasami jego ciało deformuje się, umiera. Taka jest ofiara składana podczas prób uchwycenia tego co nieuchwytne.

Skoro cel jest nieosiągalny, po co go szukać ? Po co zastanawiać się nad tym co jakoś funkcjonuje, nawet jeśli jest to tylko ułuda ? Warto. Poszukiwania, choć niebezpieczne wzbogacają i stanowią nagrodę same w sobie. Prawdy nie osiągniemy, ale możemy się do niej zbliżyć. Każdy kto zagłębił się w Labiryncie świadomie bądź nie wykreśla kolejny fragment mapy wskazującej drogę do skarbca. Czyniąc to, zbliżamy do niego całą naszą rasę.

Wszyscy jesteśmy bowiem powiązani ze sobą i doświadczenia jednego z nas wpływają, choćby w minimalnym stopniu na ogólny poziom mądrości gatunku.
Gdy pewnego dnia ktoś sięgnie po skarb, Iluzja upadnie. Świat przestanie istnieć, lub co najmniej zmieni się nie do poznania. Nie będziemy już miotać się po ziemi, która nie jest naszym domem, pełni niewypowiedzianej tęsknoty za nie wiadomo czym, zagubieni, pozbawieni wyjaśnień, uwikłani w bezsensowne spory. Przestaniemy być ludźmi. Staniemy się Ludźmi umiejącymi korzystać z dobrodziejstw Wolnej Woli. Czytaj dalej

Россия (Multimedia)

Dziś coś dla koneserów.

Nigdy nie mogłem zrozumieć nienawiści względem konkretnej nacji, zwłaszcza takiej, której obywatele równie dobrze albo i lepiej niż my sami wiedzą co to beznadzieja, ból i cierpienie.

Dedykowane pamięci tych wszystkich ludzi, których niezasłużenie pakuje się do jednego worka z całym zbrodniczym aparatem machiny totalitaryzmu tylko dlatego, że posługiwali się tą samą mową co ich właśni oprawcy.

Czytaj dalej

2007 – Izrael i Palestyna

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem

Izrael. Dziwny kraj. Dziwne miejsce. Pustynia, długie tereny pustki, bez śladów cywilizacji usiane skałami i na wpół uschniętymi krzakami. Gdzieniegdzie, przycupnięte jak pająki miasta. Z rzadka jakiś obiekt w rodzaju winnicy, czy fabryki. Prawdopodobnie po prostu po takim terenie się poruszaliśmy, ale nigdzie nie zauważyliśmy wioseczek. Rodzi się pytanie – czy warto walczyć, umierać i zabijać o takie miejsce ? To pytanie może zadać tylko człowiek, który nie rozumie pojęcia „ojczyzny” tak jak rozumie ją Żyd tułający się po świecie, pomieszkujący kątem u gospodarzy chętnych oddać im kawałek ziemi jak to miało miejsce na przykład u nas.

Ciekawostka : Pewien mieszkający lokalnie obywatel, którego wciągnęliśmy w rozmowę powiedział, że jego ojciec pochodził z Polski i po kres swego życia uznawał ją za swoją ojczyznę. Izraela nie lubił i źle się w nim czuł.

Czytaj dalej

2007 – Egipt

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem.

UWAGA : Chociaż wszystko zdarzyło się w ramach jednego wyjazdu, rozdzielam Egipt oraz Izrael (z Palestyną) na dwa osobne wpisy. Nie chcę tworzyć niepotrzebnych iluzji i kreować się na obieżyświata. Po prostu różnica między tymi krajami jest na tyle duża, że warto pokusić się o osobne „relacje”.

„Egipt to kraina z bajek, eunuch jest to chłop bez jajek…”. Skojarzyło mi się to tak jakoś. Po powrocie z Turcji okazało się, że nałóg podróżowania jest silniejszy niż to przewidywaliśmy. Wciągnęło nas to hobby jak jasna cholera, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Przez rok przygotowywaliśmy się do kolejnej wycieczki zbierając pieniążki, nastawiając się psychicznie, badając trasę na okoliczność wypadów we własnym zakresie, ucząc się choćby kilku podstawowych słów, dowiadując się o zwyczajach.

Ciekawostka : zawsze gdy odwiedzaliśmy kraje arabskie, czy raczej muzułmańskie wypadało to w święto Ramadan. Podobno w tym czasie, kiedy to ludzie poważnie traktujący swą wiarę poszczą cały dzień nad całym krajem czuje się aurę pewnego napięcia, zdarzają się incydenty kiedy to wygłodzonym i spragnionym localsom puszczają nerwy, bywają bardziej opryskliwi itp. Chociaż zjeździliśmy jednak te kilka krajów wzdłuż i wszerz, nie trafiliśmy na takie przypadki. Może mieliśmy szczęście, a może ta informacja jest zwyczajnie nieprawdziwa. Tak czy owak : Ramadan Karim. „Szczęśliwego Ramadanu”. Cena towarów i usług automatycznie spada o kilka monet.

Czytaj dalej

Tło – Dialog o Iluzji

MICHAEL : Jestem zaskoczony ! Nie spodziewałem się rozmowy z duchowną.
BŁOGOSŁAWIONA SIOSTRA HAGAR : Masz na myśli duchowną jako taką, kobietę, czy chodzi ci o połączenie tych dwóch wartości ?
 
MICHAEL : To ostatnie szanowna pani.
B. S. HAGAR : Siostro, jeśli łaska. Nie przepadam za tym by jeden człowiek „panował” drugiemu, skoro wszyscy jesteśmy sobie równi.
 
MICHAEL : Równi ? Wierzy w to… siostra naprawdę ?
B. S. HAGAR : Tak.
 
MICHAEL : Bezręki kaleka z wodogłowiem i olimpijczyk – atleta. Gdzie tu równość ?
B. S. HAGAR : W oczach BOGA wszyscy jesteśmy sobie równi.
 
MICHAEL : Ale to nie jest nasz, ludzki, punkt widzenia.
B. S. HAGAR : Nie jest, nigdy nie był i nigdy nie będzie. Chociaż nie osiągniemy nigdy takiego poziomu, musimy pamiętać, że on istnieje, a co za tym idzie powinniśmy zachować pokorę wobec rzeczy, które są od nas nieskończenie potężniejsze i mądrzejsze. Osąd co jest czym nie należy do nas. Wynoszenie się na piedestały stworzenia, żądanie dla siebie specjalnych przywilejów i miejsca w dziele BOGA jest niczym więcej jak oszukiwaniem się, czyli Iluzją.
 
MICHAEL : No właśnie. O tym mieliśmy rozmawiać. Nie jestem jednak pewien czy jest siostra właściwą osobą. Chrześcijaństwo ? Iluzja raczej nie pojawia się w jego dogmatach. Może buddyzm, lub Zen…
B. S. HAGAR : Wstydź się bracie. Pozwalasz, by twe przeżycia i mniemanie jakie masz o sobie ograniczały twoją wizję. Nic, absolutnie nic nie jest do końca tym czym się wydaje. Każda religia, w tym i chrześcijaństwo posiada głębię, oraz tajemnice nieznane jej zwykłym wyznawcom. Pan nasz Chrystus był kimś więcej niż tylko ulicznym sztukmistrzem, nawiedzonym rebeliantem i idealistycznym masochistą jakim malują go ślepcy mieniący się chrześcijanami. Pan nasz miał doskonałe pojęcie o Iluzji i choć tak jej nie nazywał, dostrzegał jej twórców i ich brudne machinacje.
 
MICHAEL : Czy na pewno ? Czy siostra nie popełnia teraz grzechu nadużycia mówiąc tak dokładnie czym był, a czym nie był Chrystus ?
B. S. HAGAR : Jakiekolwiek wspomnienie imienia Pana naszego w kontekście pozbawionym miłości i wdzięczności jest nadużyciem i zdaję sobie z tego sprawę. Wszyscy grzeszymy, również i ja.
 
MICHAEL : I jak siostrze z tym ?
B. S. HAGAR : Ten świat nie jest doskonały, a więc i wszystko w nim jest od doskonałości dalekie. Liczę się z tym, pamiętam o tym, boleję nad tym i pracuję nad poprawą. A gdy nadejdzie mój czas, dusza, którą się opiekuję zostanie rozliczona z wspólnie przebytej drogi. Póki co wciąż wędrujemy, ona i ja, nic więc nie jest przesądzone. Każdy grzech może zostać popełniony, ale i naprawiony. Oceniać mnie będą jednak ci, którzy znają mnie lepiej niż jakikolwiek człowiek pozna mnie kiedykolwiek jestem więc pewna, że nie mam się czego lękać. Czytaj dalej

Intro – Wypis pojęć

Kilka najważniejszych pojęć  przewijających się w treści TohuVaBohu, które warto znać :

* * *

ASPEKTY, SFIRA, KLIFOT, WZORZEC, PODSTAWOWY WZORZEC, POMNIEJSZY WZORZEC, DRZEWO ŻYCIA i ŚMIERCI, PIERWOTNE DRZEWO ŻYCIA  – tajemnicze Obecności, będące generatorami najbardziej podstawowych sił tworzących absolutnie wszystko w Królestwie. Aspekty dzielą się na 10 twórczych Sfir i 10 ograniczających Klifotów. Graficzna reprezentacja wszystkich Aspektów nazywana jest Wzorcem. Każde Istnienie, Obiekt i Zdarzenie jest Powłoką opisaną i realizowaną przez swój własny, Pomniejszy Wzorzec.
Więcej na ten temat można przeczytać tutaj  LINK
i tutaj LINK

CZŁOWIEK – Ostatnie dzieło Demiurga przed nastaniem Nawałnicy. Istota jako pierwsza obdarzona Wolną Wolą. Po Nawałnicy Człowiek został zesłany do Więzienia z obawy przed tym, że zastąpi zaginionego Boga.

DEMIURG – Bóg-Stwórca całego wszechświata nazywanego Królestwem. Aktualnie nie wiadomo gdzie przebywa. Pod jego nieobecność Królestwo jest utrzymywane przy istnieniu przez Aspekty i Sługi.
Więcej na ten temat można przeczytać tutaj LINK Czytaj dalej

Tło – Dialog o Aspektach Wzorca

Halo ? Witam. Co tam ? No, no. No. Jak ? A. No. Żartujesz ? Panie, nie da rady. Temat za gruby. Nie, nie da rady. Jak skrót ? A. No. No dobra. Że jak, z drugą stroną też ? Człowieku… No ale dobra. To potrwa chwilę. A, że nagrywasz. No dobra. Dobra. No to jedziemy od początku.

Nie no, jasne, że można z osobna je opisywać, ale to bez sensu będzie. To jak z ręką człowieka. Wiesz, weź ją opisuj nie odnosząc się do posiadacza. No, no, dokładnie. Taka wisząca w powietrzu łapa. No, dokładnie. Po co, na co, jak to żyje i w ogóle. Rozumiesz.

Dobra, więc pojedziemy tradycyjnie.

* * *

KETER – THAUMIEL

Keter. No. Nie, to bez znaczenia. Możesz znaleźć nazwę Kether, Kiter, Kay-ther i dziesiątki innych. Wszystkie odnoszą się do tego samego. Jak to do czego… A, no tak.

Może więc skrót skrótu. My tu mówimy o Aspektach, jakby źródłach współtworzących całość wszystkiego. No, cały Absolut od A do Z. Każdy Aspekt ma co najmniej dwie, eeeee, twarze. Co ? Nie, jak w życiu. Dobro i zło to pojęcia ściśle powiązane z człowiekiem, a my tu poza ludzkość wychodzimy.

Niech będzie, że każdy Aspekt ma stronę kreatywną i destrukcyjną. Jedna składa, druga rozkłada. Jedna jest produktem, a druga pozostałościami, jedna jest dążeniem, a druga wątpliwościami związanymi z tym dążeniem, jedna pcha, druga wstrzymuje, jedna się rozpycha na zewnątrz, druga ścieśnia i tak dalej i tak dalej…

Keter to początek wszystkiego, ale taki początek jakiego nikt się nie spodziewa. To jest dosłownie pchnięcie zasobów byle gdzie, rozrzucenie pereł pod wieprze, ciskanie złotych monet na lewo i prawo podczas parady. Tak, no. Tak, bez myślenia o tym do kogo trafi. To jest aktywacja, kopnięcie w tyłek na zapęd. Nie inaczej.

Keter bywa nazywany Dobroczyńcą, ale to jest złe określenie, bo zakłada, że czyniący ma na celu powstanie dobra. Keter ma na to powykładane. To ktoś, lub coś co nie jest zainteresowane efektem, kształtem, formą, przebiegiem. Niczym. Rozdaje pełnymi garściami i nie wnika w przyszłość. To Bóg-Kreator, który zapala gwiazdy i idzie dalej. To każdy z rodziców, który daje dzieciakom kasę, zabawki, gadżety, płaci na ich wykształcenie ale nie spędza z nimi czasu. Czytaj dalej

Intro (wprowadzenie do systemu)

UWAGA :
Największa przeszkodą jaka spotyka mnie podczas próby spisania tego systemu jest rekurencja : o ściany mojej czaszki obijają się różnorakie elementy systemu. Niektóre tak uporczywie, że traktuję je nieomalże jak obiekty realnego świata. Myślę o nich i podświadomie wplatam je w treść w przypadkowych miejscach, choć tak naprawdę jeszcze nie wyjaśniłem czym one są. Za to bardzo serdecznie przepraszam, lecz w końcu nie od parady ten projekt nosi nazwę TohuVaBohu.

Aby chociaż częściowo zapobiec zamieszaniu, wszelkie elementy systemu, które posiadają głębsze niż intuicyjne, domyślne znaczenie zapisuję KAPITALIKAMI. Zostanie ono wyjaśnione w dalszej części treści.

*    *    *

TohuVaBohu jest tworem przygotowanym zdecydowanie dla „seasoned players”, ludzi, którzy posiadają już spore doświadczenie w grach role-playing (lub pochodnych). Czarowanie takowych jakimiś powielanymi w nieskończoność historyjkami byłoby bezsensowne – doświadczenie pozwoli im przebić się przez zasłonę kurtyny i ujrzeć ukrytą za nią maszynerię napędzającą cały spektakl.

Z tego powodu postanowiłem zrezygnować z podobnych wstawek.
Oto TohuVaBohu takim jakim jest naprawdę. Czytaj dalej

Bathory (Multimedia)

BATHORYy to stara kadra Metalu przez duże M. Żadne tam współczesne dziadostwo, poplątanie z pomieszaniem disco i szybkich gitar. Muza nie dla każdego – tego ciężkiego cholerstwa raczej nie doceni ktoś spoza klimatów.

Ta kapela w zasadzie stworzyła co najmniej jedną odnogę metalu i miała wpływ na kształt rozwoju kilku innych. Pośród współczesnych wykonawców Blacku, Speedu, Doomu i rzecz jasna Vikingu prawdopodobnie 3/4 powinna się przyznać do inspiracji BATHORYm, a jeśli tego nie robi to znaczy, że słabo znają swe rzemiosło.
Ciekawostka : Jakiś czas temu usłyszałem stwierdzenie, że nikt wcześniej na taką skalę nie używał „brudnych” dźwięków co czyniłoby ten zespół zapomnianym progenitorem… dubstepu.

Niestety, „mózg” projektu, Quorthon zakończył swoje burzliwe życie i poszedł do piachu (lub jak fani wolą wierzyć, na dworce Valhalli) 3 czerwca 2004 co czyni BATHORYego zamkniętą, niemożliwą do ponownego otwarcia księgą. Całe szczęście, że bogaty i różnorodny dorobek kapeli nadal jest dostępny – przynajmniej do czasu, gdy świętojebliwe, zdewociałe kurwy lub cwaniaki z nienasyconych korporacji za pomocą tanich polityczków nie przepchną kolejnych ustaw sprawiających, że słuchanie muzyki stanie się niemożliwe.

Czytaj dalej

2006 – Turcja

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem.

Jakoś tak się wszystko potoczyło, że rok po pierwszej wycieczce zdecydowaliśmy się pojechać na drugą. Właściwie to nie planowaliśmy kontynuować tej formy spędzania wolnego czasu ze względu na koszty ale jakoś tak się złożyło, że było nas stać na rozpatrzenie takiej możliwości. Pojechaliśmy dokładnie w to samo miejsce, na ten sam objazd, z takim samym programem i tym samym biurem podróży.

Dlaczego powtórka ? To wie każdy, kogo Turcja dobrze przyjęła, czyli w zasadzie większość ludzi, o których wiem, że odwiedzili tamtejsze okolice.

Dlaczego konkretnie powtórka ? Bo czuliśmy niedosyt. Na wycieczkach nigdy nie ma dość czasu, żeby zrobić wszystko na co się ma ochotę. Liczyliśmy na to, że teraz pominiemy pewne punkty wycieczki, a w zamian za to pozwolimy sobie na dłuższe rozkoszowanie się innymi. I mniej więcej tak się też stało.

Co miałem do powiedzenia o Turcji, to powiedziałem w poprzednim „odcinku”. Nie ma sensu zatem bawić się w – jak to pięknie pełnomocniczka Martyny Wojciechowskiej określiła w odpowiedzi na zarzut autoplagiatu – „zupełnie nowe emocje”.

Ale przecież nie wkleję Wam, cholera, tylko kilku kiepskiej jakości zdjęć. Co by więc tu napisać… A, sklecę coś w późniejszym czasie. :) Czytaj dalej

Kilka ciekawych gier

Nie samymi wzniosłymi treściami człowiek żyje. Lubię sobie poszarpać  od czasu do czasu w jakąś gierkę, chociaż czasy, gdy pogrążałem się w jakąś długotrwałą przygodę minęły raczej bezpowrotnie. Raz, że sprzęt nie pozwala na odpalenie najnowszych produkcji, dwa, że większość z nich jest robiona na jedno kopyto, w dodatku kopyto zdechłego osła, a nie wspaniałego rumaka czystej, arabskiej krwi. Wygrzebałem jednak kilka ciekawych pozycji, do których można usiąść i na kwadrans i szarpać cały tydzień i na miesiąc pozostawić i bez żalu pozostawić na zawsze.

Czytaj dalej

Die Toten Hosen (Multimedia)

Nie rozumiem ludzi, którzy nie mając po temu żadnych konkretnych przesłanek deklarują nienawiść do sąsiadów z Zachodu.

Mamy naszą wspólną historię, która nigdy nie była malowana kolorowymi farbkami, ale którzy sąsiedzi nie czują do siebie przynajmniej niechęci ? Warto pamiętać o tym co było, ale nie można ograniczać się do wybiórczości, pomijając wszystko to co nie pasuje do naszej wizji. Zwłaszcza jeśli w tym zbiorze można trafić na takie kąski :

Czytaj dalej

Tło – Dialog o Metropolis

Gdzieś tam, ani daleko, ani blisko można odnaleźć Miasto. Nikt kto brał udział w jego budowaniu nie nazywa go inaczej niż tylko Miastem bo i po co ? Miasto jest jedynym prawdziwym miastem, a wszystkie inne to tylko nieudolne hymny pochwalne na jego cześć. Wszystkie powstały jako wyraz tęsknoty za tym jedynym i wszystkie są jego odległymi cieniami.

Ci, którzy je odwiedzają, czy to na długo czy na krótko nadają mu różne nazwy. Ci, którzy Błądzą nazywają je Metropolis, chociaż wiedzą, że nazwy to jedynie Koncepcja – prosty wybieg oswajający, szufladkujący to co nieznane i niezrozumiałe.

Metropolis powstało z woli Demiurga u zarania dziejów gdy czas nie istniał, a przestrzeń była nieskończoną pustką czekającą na zapełnienie. Wydźwignięte z niebytu rozjarzyło się rzekami Światła, boskiej esencji, najbardziej prawdziwego elementu leżącego u podstaw wszechświata znanego nam jako Rzeczywistość. Światło rozlewa się po całym obszarze Metropolis. Płynie leniwie we własnym tempie nie zatrzymywane niczym, póki nie napotka na swej drodze jednej z Cytadel.

 Cytadele są warowniami Obecności tak potężnych, że nie różnią się w naszym rozumieniu od wszystkiego co pojmujemy jako bogów. Któż poza bogami mógłby bowiem nadawać kształt Światłu ? Nikt nie stanął nigdy przed prawdziwym obliczem tych Obecności, chociaż czasami przemawiają one do wybrańców ustami ciał chwilowo stworzonych tylko do tego celu. Istnienie tych Obecności bywa czasami podawane w wątpliwość. Według tych powątpiewających, Cytadele to puste maszynownie, pracujące automatycznie bez nadzoru i kontroli. Czytaj dalej

Proza – Czwarta ściana

„Imaginez sur le bord du théâtre un grand mur qui vous sépare du parterre ; jouez comme si la toile ne se levait pas”
– Denis Diderot „De l’intéret”

Klik, klik w klawisze klawiatury. Słowa płyną, lecz nie są piękne, tak jak nie jest piękna powódź zalewająca miasto, unosząca ze sobą fragmenty żyć zwykłych ludzi. Każde zdanie jest złe, niedokładne, nieodpowiednie. Każde razi niedojrzałością i prostackim ubóstwem. Poprawki nie mają sensu. Nawet po setnej i tysięcznej pozostanie choćby drobny błąd, podczas gdy to co było ważne i dobre zostanie spłukane.
Niech [Wyrwa] pochłonie [Gamchicoth] i wszystkie sługi jego, które skaczą po mózgu ! Bez ustanku popychają do rozdrabniania i poprawiania w bezsensownym pędzie udoskonalania tego co udoskonalane być nie musi. Ludzie powiadają, że każdy geniusz musiał być choć trochę szaleńcem, ale zapominają, że nie za każdym szaleństwem kryje się geniusz. Znacznie częściej jest to pełne bólu, przeraźliwe, bezgłośne wycie, ryk nuklearnej zagłady zamkniętej w klatce z mięsa i krwi. Podobno nie słuchamy już siebie nawzajem i tylko udajemy zainteresowanych drugim człowiekiem. Ha ! Jak tu ryzykować nadstawienie ucha, gdy napłynąć ku niemu może nie pieśń, lecz kakofonia miliarda pustych, straconych sekund ? Kto udźwignie pustkę nie tylko własną, ale i drugiej istoty ludzkiej ? Każdego dnia czołgamy się ku końcowi nie wiedząc po co i robiąc wszystko, aby tylko nie…

Klik. Kolejne zwycięstwo [Gamchicoth]. Kolejny fragment, kolejny tekst, kolejne zdania, kolejne kilkaset sekund stracone. Czytaj dalej

2005 – Turcja

Dla niecierpliwych : zdjęcia są pod tekstem. ;)

Jest rok 2011. Od naszej pierwszej podróży minęło dokładnie 5 lat. Długo. Część wiadomości zdezaktualizowała się już dawno temu. Inne wyparowały z pamięci, ot tak sobie, jak lód na pustyni. Jeszcze inne zmutowały, przekształciły się z ciekawych w nudne, z nudnych w ciekawe.

Ich wartość ? Niewielka. Odczuć, wrażeń, wspomnień nie można przekazać po części dlatego, że zmieniają się wraz z upływem czasu, po części dlatego, że sam ich autor nie jest w stanie zamknąć je w sztywne ramy słów, po części dlatego, że wszystko jest ograniczone prawem aproksymacji. „Nic nie jest takim jakim się wydaje”, „każda rzecz jest jedynie cieniem, odbiciem prawdziwej istoty”. Aproksymacja. Ktoś pojedzie do Chin, trafi na rewelacyjnego przewodnika, świetnych ludzi, dobrą pogodę, niezły przelicznik walutowy. „Chiny są świetne”. Ktoś inny pojedzie, trafi na pilota alkoholika, trzęsienie ziemi, złodziei i porywaczy. „Chiny to koszmar”.

…Był rok 2005. Szczytowy moment mojego życia, po którym wszystko uznaję już za ruch powierzchni pochyłej – ku grobowi. Konkretniej : ślub. Udało mi się zaciągnąć przed ołtarz jedyną osobę, którą kocham miłością tak abstrakcyjną, że nie mogę jej wyrazić. Żapka.

Po skromniutkim, ubogim, ale bardzo ciepłym ślubie pozbieraliśmy pieniążki. Dzięki rodzino za twoją hojność ! Mieszkanie, samochód, rozmnożenie się ? Nie wiem jakim cudem wybór padł na wycieczkę, zwłaszcza, że dostaję drgawek na samą myśl o skorzystaniu z autobusu MZK. Jakoś.

Przyjęcie było skromniuśkie, taniutkie, dla samej najbliższej rodziny. Zebraliśmy kasę (dzięki rodzino za hojność !!!), policzyliśmy i zaczęliśmy kombinować w co ją władować. Rozmnażać się ? E-e. Odnowić mieszkanie ? Kuszące. Samochód ? Hmmm…

Nie wiem jak na wycieczce stanęło. Żapka nie miała doświadczeń w tym temacie, ja się robię blady na samą myśl o wsiadaniu do autobusu MZK. Mimo to jakoś się zdecydowaliśmy. Wybór padł na Turcję.

Fakt : Turcja jako jedyny liczący się kraj nie uznała rozbiorów Polski, czego nie można powiedzieć o kimkolwiek komu nasi politycy aktualnie wylizują podeszwy. Czytaj dalej

Tło – Dialog o Kataklizmach

PRZED KATAKLIZMAMI

“In old times men used their powers of painting
to show the objects of faith,
in later times they use the objects of faith
to show their powers of painting.”
– John Ruskin -

MARDUK : Czym właściwie są Kataklizmy ?
ENNOIA : Niełatwo na to odpowiedzieć. Kataklizmem nazywamy każde wydarzenie, które miało wpływ na znaczną część wszechświata, a być może nawet na jego całość. Jednakże to tylko Aproksymacja, gdyż Kataklizm jest czymś bardziej skomplikowanym. Właściwie nie istnieje żaden sposób jednoznacznego odseparowania od siebie wydarzeń, miejsc, postaci danego Kataklizmu. Przykładowo : Æony, o których porozmawiamy później. Czym są ? Czy to Obecność, czy może symboliczna antropomorfizacja Warstwy ? Czy pojawienie się Æonów to  całość Kataklizmu, czy też zaledwie jego preludium ? Czy ich działalność wewnątrz Warstw jest ich funkcją, czy też Æony rzeźbią takową samą swoją obecnością ? A może wszystko co dzieje się wokół nas i z nami samymi to wewnętrzne przemiany astronomicznej wielkości organizmu jakim jest Æon ? I tak dalej i tym podobnie.

MARDUK : Czyli właściwie, podobnie jak wiele innych fenomenów Kataklizmy są jedną wielką niewiadomą ?
ENNOIA : Zgadza się. W zasadzie nawet podział wydarzeń na wiele Kataklizmów jest pewnego rodzaju Koncepcją, gdyż równie dobrze wszystkie mogą być jednym, tyle że rozciągniętym na nieskończoność.

MARDUK : Czy wiemy coś konkretnego na ich temat ?
ENNOIA : Nie wiemy nic konkretnego na temat czegokolwiek. Nawet prymitywne elementy z jakimi stykamy się na co dzień posiadają wiele nieznanych nam dotąd oblicz.

MARDUK : Co zatem wiemy ?
ENNOIA : Wiemy, że zaszły pewne wydarzenia. Wiemy, że miały one wpływ na całą nasza historię, a w zasadzie są tą historią. Wiemy, że mamy w nich swoje miejsce, chociaż – muszę to mocno podkreślić – miejsce to wcale nie jest doniosłe. W zasadzie wszystko o czym mówimy i powiemy jest elementem Kataklizmu. Niestety, naszą wiedzę należy traktować z dużą dozą ostrożności. To czego się dowiedzieliśmy to typowe elementy Kompasu. Uproszczenia, uproszczenia i kolejne uproszczenia. Czytaj dalej

Miesiąc z Linuxem

Eksperymenta mi się zachciało !

Każdy kto mnie zna wie, że lubię Linuxy. Nie jestem ekspertem w posługiwaniu się nimi, ale lubię je. A propos, nie Linuks, ale Linux – jestem przeciwnikiem spolszczania tego co spolszczane być nie musi, a wszelkie zasady językowe traktuję jako sugestie, a nie biblijne przykazania. Do rzeczy jednak.

Lubię Linuxy. Z własnych powodów, które kiedyś tam może wymienię uważam, że jest to fantastyczny fenomen, kŧóry warto poznać choć odrobinę, warto wiedzieć, że istnieje, warto się mu przyglądać. Mimo to, w przeciwieństwie do wielu heroldów tego systemu jestem przeciwny oddawaniu „Pingwinka” w ręce pierwszego lepszego użytkownika, mamiąc go przy okazji deklaracjami stabilności, bezpieczeństwa itp. Dlaczego ?

Linux wymaga pewnej specyficznej postawy, która w dzisiejszych czasach nie jest zbyt popularna. Chodzi mi o chęć „chcenia”. Człowiekowi współczesnemu opływającego we względny luksus, bezpieczeństwo i beztroskę (tak, w porównaniu do co „ciekawszych” okresów historycznych to my mamy luksus) coraz rzadziej chce się coś tam dłubać, kombinować, pracować nad czymś, uczyć się czegoś. Przychodząc na chałupę nie ma ochoty męczyć się dodatkowo. Czy można go za to winić ? Raczej nie. Cokolwiek by nie bredzić o samorozwoju, życie jest wartością samą w sobie i każdy ma prawo tak je przeżyć jak mu czy jej pasuje.

Czytaj dalej

Przekleństwo

Choć mogę znaleźć tysiące dowodów na to, że nie jest źle, że prawdopodobnie żyjemy w najlepszym możliwym świecie, lub chociaż bardzo dobrym, to jednak wiem, że żyję w świecie niedoskonałym. Na każdym kroku widać niedoróbki, braki, problemy, które próbuje się tłumaczyć Wyższym Planem, małością obserwatora i innymi zagraniami przesłaniającymi prawdę.

Czytaj dalej

Portale społecznościowe

Portale społecznościowe to Życie 2.0 zastępujące niektórym to stare, mało satysfakcjonujące, zakładające konieczność ruszenia dupy i wyjścia na zewnątrz chałupy. Nie mam nic przeciwko spędzaniu całych dni grzebiąc w moim centrum informacyjnym, czyli komputerze, jednakże fenomen portali społecznościowych jest dla mnie trochę niezrozumiały.

Zerknijmy na  największe (podobno) portale społecznościowe…

Czytaj dalej

Kilka słów do dietetyków…

…i innych piewców teorii dotyczących diety, żywności i głupoty Polaków w nawykach żywieniowych.

1. Polak nie jest głupi. Wie swoje, interesuje się różnościami, w dziczy nie mieszka. Po prostu nie zawsze stać go na wszystko co jest najlepszej jakości. Jeden, dwa produkty, owszem można do diety wrzucić, ale zamiana całej zawartości lodówki dla czterech osób/miesiąc na „zdrowe” ekwiwalenty to solidny cios w budżet domowy. Niedawno promocja piwa była u nas. Słodowe, zdrowe, zero chemii. Butelka 0,5 tylko 12 zeta. Podziękowałem. Chlebek dawali, 2 kg, zboża jakieś, tylko 15 złotych. Podziękowałem. Miody z pasieki. Słoik 2 litry, 10 złotych. Kupuję co jakiś czas, bardzo sobie chwalę. Krótko : to, że nie każdy zarabia odpowiednią kasę nie oznacza, że jego świadomość odnośnie nawyków żywieniowych jest niska i że się lubuje w gorszej jakości żarciu.

Czytaj dalej

Wiesz, że przesadziłeś z treningami, gdy…

Znalazłem na dysku : oryginał pojawił się lata temu na sfd.pl

Przychodzi taki moment, ze stajemy się naprawdę oddani treningom. Bardzo prosto wtedy o przegięcie, czyli przerost ambicji  nad rozsądkiem. Jak sprawdzić, czy aby nie przesadziliśmy z  treningami i naszym podejściem do SW ?   Wiesz, ze przegiąłeś jeżeli…
- na wieść o tym, że jesteś w okolicy  Steven Seagal ścina ten swój „pedalski kucyk”, przebiera się za żula  i na kilka tygodni znika w slumsach
- …Chuck Norris wyjeżdża promować nową książkę o poświęconych sobie dowcipach pośród zaginionych plemion dżungli Amazońskiej
- …Fedor Emalienko rozważa zmianę profesji na zmywacza talerzy gdzieś na zadupiu Kuala Lumpur
- zachowujesz się i chodzisz ubrany jak ciota, żeby  sprowokować ludzi do zaczepiania cię i szarpaniny
- …i jakoś nikt nie ma na to ochoty Czytaj dalej

Słynne ostatnie słowa przed bójką

Oryginał pojawił się na sfd.pl lata temu

- A teraz zademonstruję wam technikę obrony przed siekiera.
- Chodźcie, pokaże wam, że ten Norris to naprawdę cienki leszcz.
- Synku, trenuję Taekwondo od pięciu lat. Co ty mi możesz zrobić ze swoim rocznym stażem w BJJ ?
- Spoko, trenowałem aikido, a ich jest ich tylko trzech.
- To tylko ochroniarze. Co tacy mogą potrafić ?
- Te karki ? Człowieku, popatrz na nich, oni się ledwie ruszają…
- Te, nie wkurzaj mnie bo przyjadę do ciebie i ci pokażę.
- Myślisz, ze jesteś taki Bolo przez Internet ? Przyjedź do mnie to się zmierzymy.
- Pokonam każdego, zawsze i wszędzie…
- Jakie są zasady…?

Czytaj dalej

Duże Tyskie

W małym pokoiczku stoi duże Tyskie.

Nabyłem je wczoraj za resztę z jakiejś fuchy. Ach tak, oczywiście. Kupowałem jakieś pierdółki do firmy i przy okazji wpadło mi kilka groszy od sprzedawcy. Bycie konikiem to niezła rzecz. Robię zakupy w jednej z dwudziestu, może trzydziestu firm komputerowych, a w zamian dostaję kilka złotych. Starczy czasem na pizzę, a prawie na pewno na piwo. W sumie dlaczego lubię piwo ? Nie wiem. Tak po prostu jest. Och, jasne, mogę poważną rozpiskę na ten temat machnąć, ale i tak nie zmieni to faktu, że tak po prostu jest. W zasadzie to chyba z większością rzeczy na świecie. Mówi się na ich temat wiele, a rzeczywistość jest płaska : tak po prostu jest. Skoczę sobie zrobić soku. Muszę wciągnąć po pastylce Debridatu i Flavamedu, a bez popicia nie da rady. Czytaj dalej

Kopalnia (CDN)

Taito.

MIN-147 jest paskudnym miejscem. Góry i pagórki, czerwony piasek, wiatr. Dobrze, że chociaż jest atmosfera. Szybko robi się ciemno, a i w dzień nie ma zbyt wiele światła.

Za to widoki z górnych warstw atmosfery – zapierające dech w piersiach. Wiatr niosący czerwone drobinki przypomina krwawe fale. Gdy człowiek zapomina o tym porównaniu, otwiera się na widowisko, które nie ma sobie równych. Nagrałem kilka krótkich filmów z orbity. Gdyby dodać do tego odpowiednią muzykę, hit na rynku akcesoriów medytacyjnych murowany.

Wylądowaliśmy wczoraj, lokalnym „wieczorem”. Całą noc zabezpieczaliśmy teren bazy.

Na razie brak zdecydowanych odpowiedzi. Nie wiadomo gdzie jest obsługa, od kiedy ich brak, ani dlaczego zniknęli. I gdzie.

Baza jest nieuszkodzona, brak śladów przemocy. Widać, że od jakiegoś czasu nikt nie dbał o porządek, ale nic poza tym.

Reaktor sprawny, połączenia niezakłócone. Baza sprawia wrażenie… Opuszczonej. Zupełnie jakby ktoś wychodząc pstryknął wyłącznik zasilania. Gdy tylko technicy przywrócili działanie systemów, Kapitan kazał podnieść tarcze dookoła całej bazy i ogłosił kod niebieski. Bezpieczeństwo.

Tarcze to poczciwa, „toporna ale odporna” trójka. Póki dopływa do nich zasilanie, możemy kichać na wszystko poniżej niszczyciela.

Gdy stało się oczywiste, że nie wyniesiemy się stąd szybko, zajęliśmy się rozłożeniem własnych klamotów. Korg wziął pierwszy poziom, ja z moimi ludźmi drugi, Kapitan i specjaliści są na trzecim. Sprytnie. Jeśli ktokolwiek miałby wkroczyć na teren bazy, najpierw musiałby się przebijać przez chłopców Korga i moich, zanim dostąpiłby zaszczytu zapukania do drzwi władzy.

Nie wiem do kogo należał mój pokój, ale ten ktoś na pewno lubił tą planetę. Przez całe pomieszczenie biegnie wielkie okno. Widok jest niesamowity. Baza jest otoczona kołnierzem wzgórz, a moje pomieszczenie celuje dokładnie w wyjście na otwarty teren.

Gdy tylko zrzuciłem pancerz i spenetrowałem „apartament”, zgasiłem światło i dobry kwadrans omiatałem wzrokiem planetę. Czerwona pustka. Gdyby nie cenne zasoby pod ziemią, nie byłoby żadnego sensu dla utrzymywania tutaj placówki.

To prowadzi do niepokojących pytań.  Nie ma tu gdzie się schować, nie ma sensu opuszczać bazy. Gdzie są pracownicy obsługi ? Co kazało im porzucić pracę ? Psychoza jak na MIN-12 ? Choroba podobna do tej, która zniszczyła AGR-500 ?

Kapitan i technicy mają przejrzeć logi systemowe. Istnieje szansa, że ze sprawozdań dowiemy się co się wydarzyło.

Czytaj dalej

Rytuał (CDN)

Scena : Turcja, Efez, gdzie sięgnąć okiem ruiny, nad którymi góruje frontowa ściana biblioteki Celsusa. Wykopaliska archeologiczne. Noc, gorąco, ciszę zakłócają tylko odgłosy dzikiej przyrody. Przed biblioteką uwija się jakaś postać.

NIEZNAJOMY :
Oto me dzieło zakończone.
Trzykrotnie nakreślony krąg i symboli sto.
Nadzieję mam – nie – pewność mam iż wszystko właściwie zrobione jest.
Do dzieła więc.
Magiczny gest.
I słowa mroczne, obce tak.
Raz, dwa, raz, dwa, snuj się sieć, mych marzeń i mej woli.

Scena : Zapada całkowita cisza. Przez wrota biblioteki przechodzi jakaś postać w stroju strażnika.

STRAŻNIK :
Halo ! Panie, co pan tam wyprawiasz ?
Proszę natychmiast przestać !

NIEZNAJOMY :
Dobra nasza.

STRAŻNIK :
Za wtargnięcie na teren wykopalisk grozi surowa kara.
Zaraz inaczej pogadamy.

NIEZNAJOMY :
Gadaj zdrów.

STRAŻNIK :
Proszę natychmiast to rzucić i tu podejść !

NIEZNAJOMY :
Nie ma głupich !

STRAŻNIK :
Wy turyści cholerni…

NIEZNAJOMY :
Starczy tego dobrego.
Przestań grać demonie.
Wiem kim jesteś i twe imię znam.
Nic nie możesz mi tu zrobić.
Za to ja dla ciebie robotę mam.

STRAŻNIK :
Panie, piłeś pan ?

NIEZNAJOMY :
Spójrz na ziemię.
Spójrz na znaki.
Na pamięć Prawdziwego Jeruszalaim nakazuję ci posłusznym być.

STRAŻNIK :
Kurwa.

NIEZNAJOMY :
Aha !

Czytaj dalej

Wysłannicy (CDN)

Architekt jest stary i mądry. Wojna jest jeszcze starsza, podobno pamięta czasy, gdy ludzie kryli się przed chłodem i dzikimi bestiami we wnętrzach jaskiń. Mimo to, mimo że widziała cuda, jakie trudno opisać i uczestniczyła w największych momentach historii, to do Architekta wolę iść po radę. Nie mogę powiedzieć, że lubię Wojnę, ani, że jej ufam. To twarda, bezlitosna harpia, która świat uważa za pole nieustającej bitwy. Szanuję ją i jej doświadczenie, wiem, że jest niegłupia, ale to jednak Architekt jest mądrzejszy. O cokolwiek go zapytać, uśmiecha się spod tej swojej bojarskiej czapy, której nigdy nie zdejmuje i odpowiada samą prawdę. Wojna często kłamie, ale rzadko kiedy złośliwie. Taki jej charakter, takie jej doświadczenia, taka jej droga. Nie przetrwałaby tysięcy lat, gdyby nie miała paranoi i lekceważyła potencjalne niebezpieczeństwa. Takie jak my.

Groźne jest każde z nas, chociaż na różny sposób. Niektórzy są groźni dla wszystkiego, z czym się zetkną, inni tylko dla siebie nawzajem, ale najbezpieczniej się do nas nie zbliżać. Najłagodniejsi z nas są chodzącymi bombami zegarowymi, które mogą eksplodować nie wiadomo kiedy i dlaczego.

Pytałem o to Architekta. Kim jesteśmy, co nas napędza, po co istniejemy, tak odmienni od zwyczajnych ludzi, jaka jest nasza misja i co powinniśmy zrobić zwłaszcza teraz, gdy Ziemia płonie i większość ludzkości jest martwa. Uśmiechnął się jak zawsze i zza gęstej brody powiedział mi o wędrówce. Każde z nas poniesie w nią coś innego, a ja mam być jej sternikiem. „Wpierw jednak”, powiedział „musisz umrzeć”.

*             *             *

 

Ryby młoty. Tego chyba najbardziej brakować mi będzie. Niewiele znam rzeczy czy zjawisk, które mogą się równać z majestatem ławicy rekinów-młotów obserwowanych z odmętów. Gdy płyną, pozornie leniwe, ale gotowe do nagłej akcji, omywane promieniami słońca przebijającymi się przez toń, sprawiają, że zapominam o wszystkim i czuję tylko spokój.

Leżę na platformie Fortecy i spoglądam na cienie – podobne rekinim ławicom strzępy materiału tworzącego Pogranicze płyną w sobie znanym kierunku jak rzeki krwi zasilające gigantyczny organizm. Tutaj, na Pograniczu rozpościerającym się pomiędzy wszystkimi światami rzeczywistości nie ma żadnego słońca. Panuje tu wieczny półmrok i nic nie oświetla cieni, nie mogą się więc równać rekinom. Ich powolne ruchy przypominają mi jednak obraz tych drapieżców i uspokajają mnie teraz w tych ostatnich momentach.

*             *             *

 

Nie wiem jak i kiedy się to wszystko zaczęło. Nie ode mnie. Nie za mojego życia. Zbyt często człowiek chce widzieć samego siebie jako centralną postać wydarzeń. Zwracamy na siebie uwagę, łakniemy uznania naszego istnienia, wierzymy iż czym większa nasza władza, tym pewniejsze nasze istnienie. Gdy nie możemy być świętymi, przywdziewamy maski błaznów, głupców, grzeszników, cokolwiek aby nasze istnienie zostało potwierdzone.

Już nie jestem taki głupi. Wiem, że wszystko czym byłem, jestem i będę to zaledwie trybik w wielkiej maszynerii, której nie sposób dostrzec i przewidzieć. Łamacz zawsze mnie wyśmiewała. „Pasują ci Cienie, durniu, bo sam jesteś cieniem, ani żyjesz, ani nie żyjesz, łatwo bierzesz, łatwo oddajesz, a ciebie prawie w ogóle nie ma”. Nienawidziłem Łamacz. Chyba wciąż jej trochę nienawidzę, ale już nie odmawiam jej rozumu.

Człowiek pokornieje z wiekiem.

Czytaj dalej

Pogranicze (CDN)

Burza narobiła większego bałaganu niż mogłoby się to wydawać.

Ledwo tylko ostatnie dachówki opadły na ziemię, tłum zanurkował w szambo intryg. Kultyści Żółtego Znaku stwierdzili, że rozpoznali w burzy nienaturalne zjawisko. Nienaturalne. Tak jakby tutaj cokolwiek było naturalne ! Zazwyczaj Kultystów nikt nie traktuje poważnie, bo jedyne co zdołali wyczarować to pewnie kilka bąków z dupy. Swoim stwierdzeniem nalali jednak wody na młyn Unabombera, Dzierżyńskiego i ich jego popleczników, którzy jak zwykle zaczęli wytykać palcami Wieżę Tesli. Ktoś wrzasnął, że trzeba w końcu zaprowadzić porządek z tym dziwakiem. Niespodziewanie wariatów poparł Sokrates. Potem okazało się, że wcale ich nie poparł, a tylko szydził z głupiego tłumu, który chce kąsać dłoń, która go karmi, ale jak zwykle nikt nie zrozumiał o co naprawdę chodzi złośliwemu filozofowi.

Tłum był gotowy zastukać do wrót Tesli, ale ktoś bardziej rozumny zaproponował, żeby najpierw się upewnić. Poproszono Speara o konsultacje. Spear uruchomił Boga, a ten dokonał jakichś kalkulacji i z „98% pewnością” orzekł, że burza nadeszła spoza miasta i nie mogła być dziełem kogokolwiek znajdującego się w obrębie murów. Unabomber wściekł się i do spółki z kilkoma innymi krzykaczami zaczęli oskarżać Teslę o zarażenie obwodów Boga elektrycznymi zjawami, co miało spowodować błąd w jego obliczeniach. Deidalos zapewnił tłum, że co jak co, ale jego Labirynt Światłowodów jest odporny na ataki z zewnątrz i żadne duchy się po nich nie pałętają. Dzierżyńskiemu wymsknęła się jakaś złośliwa uwaga, co ostatecznie wkurzyło konstruktora. Machnięciem wezwał kilka automatonów, które bez gadania ruszyły rozpędzić całe towarzystwo na cztery wiatry.

Nie wiadomo jak wszystko by się skończyło, gdyby nie czyjś wrzask wzywający do pomocy przy pożarach. Gdy rewolucjoniści pomstowali w najlepsze, ogień trawiący jakiś kościół, wywołany zabłąkanym piorunem wzmógł się i przeniósł na okoliczne budynki. Chwilę później cała północna dzielnica była pokryta dymem.

Czytaj dalej

Kroniki Bloodwars (długie)

Ten tekst powstał w oparciu o realia gry Internetowej „Bloodwars” ładne kilka lat temu. Dawno już nie gram, ale sentyment do społeczności pozostał.

ZIOMALS, czyli KRONIKI BLOODWARS

 

CZĘŚĆ 1

Cegła wyszedł na zewnątrz swojego burdelu i rozejrzał się po okolicy.

- Dzida ! Dzida kuraaaaaaaaaaaaaaaaa !

Wysoka postać w nieco zmatowiałym dresie Adidasa wygramoliła się zza pobliskiego zaułka. Dres szeleścił w rytm kroków idącego, a końcówki dwóch baseballi wystawały zza jego pleców.

- Co je ?
– Interes jest. Jakieś zwłoki się po okolicy szwendają i szukają dymu.
– Komar ? Ciepły ?
– Komar, ale jakiś pedał. Imię ma takie, jakby ktoś podcierał dupę tarką.
– Czego on tu ?
– Wleźć chce w buty Walczaka. Skopał mu totalnie dupę wczoraj w nocy i ogłosił, że on tu teraz rządzi. Już podobno kilku chłopaków po Walczaku się do niego przytuliło.
– No i ?

Cegła zamknął oczy i postarał się nie myśleć o zdzieleniu Dzidy przez kark.

- No i maskę trzeba mu poprawić chłopaku. No Dzida, skoncentruj się totalnie ! Jak ktoś zajmie teren po Walczaku to co będzie ?

Dzida wspiął się na wyżyny szczytów kojarzenia faktów. I ze zdziwieniem zauważył, że są one pokryte lodem. Dzida poślizgnął się i z wrzaskiem poleciał w ziejąca czernią otchłań niezrozumienia.

- Noooooooooo, no ktoś będzie siedział obok nas.
– Dzida, no kura, coś ty dzisiaj wciągał ? Pomyśl chłopaku, jak ktoś wejdzie między nas, a Świdra, to jak to będzie wyglądało ? Nie wysilaj się, bo ci żyła totalnie pójdzie, sam ci powiem. To będzie wyglądało jak totalny klocek na środku totalnego pokoju. A do klocka zbiegają się muchy.

Czytaj dalej

Wiedźma Dorotka

Była sobie wiedźma Dorotka
co miała kota Huncwotka.

Mieszkali w małej leśniczówce
i mieli rower w przybudówce.

Wiedźma była całkiem miła
z ludźmi gadała i wino piła.

Czasem kogoś podleczyła
no jak mówiłem, sąsiadka miła.

Lecz pewnego dnia z okolicznej wsi
zginęły dzieci. Chyba trzy.

Wieśniacy się wkurwili.
Wiedźmę Dorotkę oskarżyli.

Że to niby ona i jej czary…

Czytaj dalej

Obrona Północnej Bramy – WH40k (długie)

Zapadła cisza. Słowa zwiadowcy były jak wyrok, tym straszniejszy, że wydany nie tylko na miasto i jego mieszkańców, ale na całą planetę.

Gubernator zamknął oczy na dłuższy czas i pogrążył się w niewesołych myślach. Nikt mu nie przerywał. Wszyscy wiedzieli jak trudną decyzję będzie musiał podjąć. Gdy otworzył oczy, powiódł spojrzeniem po kolei po wszystkich zebranych. Zatrzymał wzrok na Administratorze.

- Hendersson, jak szybko może pan przeprowadzić ewakuację miasta ?
- Niektórzy są już gotowi. Jeżeli przeprowadzimy operację falową, wówczas najpóźniej do pojutrza możemy wyprowadzić z miasta sto procent ludzi wraz z zapasami i najważniejszym sprzętem. Jeżeli do akcji włączymy również całość sił zbrojnych, możemy skrócić proces nawet o dobre dwadzieścia godzin. Czy interesują pana warianty zakładające pozostawienie w mieście… Zbędnego bagażu ?

Gubernator zwilżył usta.

- Na Imperatora, nie moglibyśmy tego zrobić. Nie różnilibyśmy się   niczym od tego co ku nam zmierza… Żadnego pozostawionego bagażu.
- W takim razie dwa, trzy dni. Jeżeli zwiadowcy porucznika Willstrada nie pomylili się w szacunkach, pozwoli nam to dostać się do Akceleratora.
- Kapitanie Frank, opcje dotyczące starcia ?

Kapitan wycelował metalowym palcem sztucznej dłoni w trójwymiarową mapę okolicy.

- Mamy trzy możliwości, każdą z kilkoma wariantami. Atak, obronę i strategię mieszaną. Co do ataku, nie mamy szans na zwycięstwo, ale przetrzebilibyśmy solidnie przeciwnika kosztem maksymalnych strat własnych. Nie wiem komu i czemu miałoby to służyć.
- Chwale Imperatora.

Soczewka implantu ocznego zogniskowała się na jednym z młodszych doradców, który wymówił te słowa.

- Niepotrzebna śmierć to głupota, nie chwała. Imperator wyraźnie uczy nas, że życie to też zasób pracujący na wielkość Imperium i nie powinien być marnowany. Nie jesteśmy placówką bojową i powierzone nam zadanie dotyczy utrzymania w stanie funkcjonalności Akceleratora, a nie wojowanie.

Czytaj dalej

Eye of Beholder

Ta strona internetowa była dziwna. Oparta o wielokrotnie powielane szablony jakich Internet pełen, niezbyt czytelna, prawie całkowicie tekstowa. Oferowała dostęp do oszałamiającej ilości starych, dawno już zapomnianych przez ludzi gier, w tym do niektórych naprawdę unikalnych tytułów.

Dlaczego uznałem ją za dziwną ? Raz, że trafiłem na nią przez przypadek skacząc od odnośnika do odnośnika po różnych innych serwisach. Gdy zamknąłem ją jednego dnia, drugiego nie mogłem odnaleźć inaczej niż grzebiąc w historii odwiedzanych serwisów. Google i inne wyszukiwarki nie potrafiły jej namierzyć, co przy tak dużej ilości tytułów jakie można było na niej znaleźć samo w sobie kwalifikowało się do bycia „dziwnym przypadkiem”.

Dwa, nie posiadała żadnej metody kontaktu z odwiedzającymi. Żadnej sekcji „o nas”, informacji dla odwiedzających, formularzy kontaktowych, e-maili, nic z tych rzeczy. Po prostu niewidzialna, anonimowa strona z olbrzymią bazą danych.

Kto ją utrzymywał, za co i po co ? Składowanie tylu gier chociaż były to same starocie wymagało sporych nakładów pieniężnych. Wiedziałem to, bo jako stary gracz potrafiłem ocenić miejsce jakie było potrzebne do ich przetrzymywania. Również transfer towarzyszący pobieraniu gier był solidny.

Wszystko do kupy : dziwne. Ale wtedy tego nie analizowałem. Nie interesowało mnie to, skoro trafiłem, jak mi się wydawało do mojego prywatnego El Dorado. Tak, stare gry to moja słabość.

Czytaj dalej

Proza – Paradygmat

…Sięgnąłem więc po suchą, skręconą gałąź wyrastającą tuż nad krawędzią urwiska i zawierzając jej jak nikomu jeszcze dotąd podciągnąłem swoje udręczone, obolałe ciało. Wwindowałem się ponad ostatni stopień schodów, pozostawiając za sobą marzenia, troski, miłość, nienawiść, lęk i cały świat.

Raz jeden ostatni spojrzałem za siebie, na poskręcane, podziurawione korpusy wrogów, na szczątki przeszkód co stanęły mi na drodze, na ostatnie, rozpływające się mgiełki ułud jakie kierują losem każdego kto śni swe życie od początku do końca. Milczące truchła gigantów i krasnali wyglądały stąd jak różnobarwny, różnokolorowy ocean.

Choć słaby byłem jak szczenie i niepewny tego co zastanę, ruszyłem przed siebie ku szczytowi góry. Wysuszone drzewa oliwne starsze niż czas rozstępowały się torując mi drogę. Rychło stanąłem przed Ścianą. Powiodłem wzrokiem po jej spękanej, bazaltowej powierzchni. Przymknąłem oczy i uśmiechnąłem się.

Nawet tu, ponad ulicami, ponad strychem świata, wyżej niż szybują albatrosy nadziei, Iluzja wciąż grała w swoje małe gierki. Otwarłem oczy. Rozpoznana, Iluzja cofnęła swoje macki, wycofała się gdzie indziej, niechętnie obnażając kanciate kształty Rzeczywistości. Czytaj dalej

Człowiek, który obawiał się Madsa Mikkelsena

CZŁOWIEK, KTÓRY OBAWIAŁ SIĘ MADSA MIKKELSENA

Zawsze wiedziałem, że świat nie jest taki jakim opisywali go wszyscy dookoła mnie.

Odkąd sięgam pamięcią, czułem, że gdzieś tam, za fasadą tej mglistej iluzji jaką był dzień powszedni kryje się coś, ktoś, nie, jednak coś, co mnie zna, co mnie obserwuje, co czeka na mnie, na właściwy moment, w którym uzna iż nadszedł czas na to aby mnie zniszczyć. Byłem świadomy tej obecności cały czas, w każdej chwili na jawie i we śnie. Wiedziałem i czułem wzrok Obserwatora na swojej skórze bez przerwy. Zapewne dlatego nigdy nie byłem do końca rozluźniony.  Zazdrościłem innym ludziom ich beztroski, tego, że mogli bez wyrzutów sumienia tracić swój cenny czas na utarczki i zabawę, podczas gdy ja przygotowywałem się do nieuchronnej konfrontacji. Dzień w dzień, w każdej wolnej chwili trenowałem ciało i umysł, hartowałem swoją siłę woli i charakter wiedząc, że gdy nadejdzie TA chwila, będę potrzebował wszystkich zasobów jakie będę w stanie zgromadzić.

Czytaj dalej

Brama (długie)

UWAGA : Przemoc, sex, wywrotowe teorie poniżej.
Tekst przeznaczony WYŁĄCZNIE dla dojrzałych odbiorców.

- Szanowny panie, nim przejdziemy do dalszej części naszej rozmowy, wpierw muszę pana zapytać o dwie rzeczy. Otóż… Po pierwsze, czy uznaje pan Jezusa Chrystusa, Syna Bożego za swojego opiekuna i Pana, a Jego nauki za Słowo Boże ?

Nie wiedziałem co na to odpowiedzieć. Burmistrz nie wyglądał na fanatyka religijnego, ale nie sprawiał też wrażenia człowieka strojącego sobie żarty. Dodatkowo trzymał dłoń na oprawionej w czarną skórę Biblii, którą położył na stole na początku naszego spotkania. Zadał pytanie sugerując iż traktuje te sprawy poważnie, a ponieważ jednym z możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji było zamieszkanie w tej małej mieścinie, postanowiłem udzielić możliwie dyplomatycznej odpowiedzi.

- Moje życie było skomplikowane proszę pana. Widziałem wiele, zetknąłem się z wieloma rzeczami i wszystko to zmusiło mnie do troszczenia się o problemy życia codziennego bardziej niż o kwestie wiary.

Nie wyglądał na przesadnie zadowolonego, ale też chyba nie miał zamiaru rzucić się na mnie z nożem. Czy raczej Biblią w dłoni.

- Drugie pytanie. Jak silna jest pańska wiara w rzeczy nadnaturalne ?

Zanotowane na marginesie : po zaznajomieniu się ze spadkiem, znaleźć kupca i zwijać się stąd jak najszybciej. Miasto zarządzane przez szaleńca nie może być stabilne. No, chyba, że burmistrz oszalał dopiero po objęciu stanowiska.

- Wszystko sprowadza się do definicji nadnaturalności. Widziałem wiele rzeczy, które przez niektórych zostałyby uznane za nadnaturalne, a które miały zupełnie logiczne wytłumaczenie.
- Tak. Tak, oczywiście. Szanowny panie, moje pytania mogą się wydać dziwne, ale zapewniam iż nie biorą się znikąd. Widzi pan, nasze miasteczko nie jest tak do końca zwyczajne. Dzieją się tu pewne rzeczy, które choć zapewne mają uzasadnienie, wymykają się naszemu pojęciu. Praktycznie każdy mieszkaniec Bordertown ma daleko bardziej przesuniętą granicę tolerancji na to co możliwe, a co nie niż zwyczajny Amerykanin. Musi tak być, inaczej mielibyśmy tutaj epidemię paniki i chorób psychicznych. Unikamy tego również dzięki temu.

Pogładził Biblię, zupełnie jakby był to kot, czy inne zwierzątko futerkowe.

- Nasza mała społeczność wzrastała w bezpośrednim sąsiedztwie rzeczy, które mogłyby zostać wykorzystane przez pisarzy opowieści grozy. Musi pan to wiedzieć. Można powiedzieć, że jest to nasza tradycja.
- Odnoszę wrażenie, że próbuje mnie pan przestraszyć.
- Daleko mi do tego. Prezentuję panu prawdę. Po to, aby podjął pan mądrą decyzję.
- Prawdę, która jak miałaby brzmieć… ?

Czytaj dalej